:pilka: część II
może to nie był jakiś fantastyczny mecz, pełen bramek i zwrotów akcji ale mecz w którym polski klub utarł nosa wielkiej? barcelonie!!! i znów się okazało że niemożliwe nie istnieje
Wisła pokonała wielką Barcę!!!
W rewanżu III rundy eliminacji do Ligi Mistrzów Wisła pokonała w Krakowie FC Barcelonę 1:0. "Biała Gwiazda" odpadła z Champions League, ale pozostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie.
Znowu nie mamy mistrza Polski w Lidze Mistrzów, ale mamy Wisłę, która jako pierwszy zespół z naszego kraju ograła Barcelonę. "Jesteśmy z Wami! Dla nas jesteście mistrzami!" - śpiewali kibice i dziękowali Maciejowi Skorży, a także Bogusławowi Cupiałowi za zbudowanie drużyny, która dostarczyła im tak wspaniałych wrażeń.
Fachowcy w temacie Barcy spodziewali się zupełnie innego składu na rewanż z Wisłą. Uważali, że Josep Guardiola, mający niemal w kieszeni awans, w perspektywie pierwszego meczu ligowego z Numancią (31 sierpnia) oszczędzi kilku liderów. Tymczasem "Pep" posłał do boju najlepszy skład, jaki ma (za wyjątkiem mistrza olimpijskiego Leo Messiego, który został w Barcelonie, bo musi przyzwyczaić organizm do europejskiej strefy czasowej).
Gwiazdy z Katalonii sprawiały wrażenie, że mają wszystko pod kontrolą. I tak w ich głowach pewnie było, ale naciśnięte gubiły się. W 13. min Valdesa zaniepokoił strzałem z 20 m Diaz. Siedem minut później Paweł Brożek zmusił bramkarza Barcelony do błędu (wybił pod nogi rywala), a Wojciech Łobodziński strzelał niemal na pustą bramkę (był w niej tylko stoper Pique). Wszyscy wstali z miejsc, lecz "Łobo" nie trafił między słupki.
Odgryźć się próbował Thierry Henry. Najpierw dośrodkował na głowę Samuela Eto'o (ten uderzył obok bramki), a w 25. min sam uciekł lewą stroną i kopnął z ostrego kąta. Najgroźniej było w 33. min: Iniesta miał już posyłać piłkę do pustej bramki, lecz uprzedził go Piotr Brożek. "Pietia" grał zresztą w tym okresie koncertowo. Zarówno z przodu, jak i na tyłach.
Krakowianie próbowali grać agresywniej niż w pierwszym meczu. Ostre i czyste wejście Piotra Brożka powaliło Daniego Alvesa i ultraofensywnie usposobiony defensor nie czuł się już tak pewnie. Wiedział, że zapuszczenie się pod bramkę rywala boli. I to bardzo.
Najlepszą okazję w I połowie wiślacy mieli w 36. min. Po pięknej centrze Marka Zieńczuka mocno głową z pięciu metrów uderzał "Brozio", ale Victor Valdes był na posterunku. Barca mogła również zdobyć gola, jednak po zagraniu Iniesty Henry zmarnował "setkę".
Tak jak chciał Maciej Skorża, w Wiśle kilku piłkarzy grało powyżej swojego normalnego poziomu. Marcin Baszczyński na stoperze wyglądał tak, jakby się urodził do gry na tej pozycji. Przecinał podania wślizgami, wyprzedzał napastników Barcy (głównie Henry'ego i Eto'o) w dojściu do piłki, a gdy ci się sprytnie zasłaniali, potrafił ich powalić z nóg. Piotr Brożek grał jeszcze lepiej niż jego brat. Wszędzie było go pełno. Tak jakby chciał pokazać Leo Beenhakkerowi, iż jemu również należy się miejsce w kadrze Polski. Bez kompleksów dla rywala poczynali sobie również Marek Zieńczuk i profesjonalista w każdym calu Cleber.
Drugą połowę lepiej zaczęli goście, ale to Wisła strzeliła gola! Z rzutu rożnego dogrywał Tomasz Jirsak, a pięknym szczupakiem w okienko popisał się Cleber.

Już chwilę wcześniej katalończyków uratował Valdes przy pięknym strzale z woleja "Zienia". Ale Barcelona nie czekała. Natychmiast chciała wyrównać. Za pierwszym razem Eto'o zatrzymał nogami Pawełek, a później wspaniałym wślizgiem uczynił to Baszczyński, który znakomicie wywiązywał się z roli kapitana. Mnóstwo szczęście mieliśmy, gdy w 62. min po rożnym bitym przez Alvesa w poprzeczkę trafił Pique. 20 minut później Pique musiał uznać wyższość Pawełka, a za drugim razem fatalnie przestrzelił. Bramkarzowi Wisły zdarzył się pusty przebieg po wolnym Alvesa w 88. min. Na szczęście dla golkipera mistrzów Polski Yaya Toure nie trafił do pustej bramki. Zresztą podobnie jak w samej końcówce Krkić.
Wiślacy grali tak, jak powinni grać w pierwszym meczu - z ogniem w oczach. Nie przejmowali się tym, że nazwiska na koszulkach rywali robią wrażenie na całym świecie, że na kontach przeciwników widnieją astronomiczne kwoty. W sporcie nie to się liczy, a waleczność, serce, charakter - zdawali się dowodzić swoją postawą.
Wisła atakowała, jak mogła. Bliski strzelenia gola na 2:0 po kontrze z "Broziem" był Łobodziński (w 70. min technicznym strzałem minimalnie przeniósł piłke nad bramką

).
Kibice wspaniale wspierali zespół. Na trybunie honorowej gardła nie szczędził nawet satyryk Marcin Daniec, który domagał się głośno: "Jeszcze jeden!". Drugiego gola dla Wisły jednak nie było. Tak samo, jak nie było wyrównania dla "Barcy".
Wisła Kraków - FC Barcelona 1:0 (0:0)
Bramka - Cleber (52. głową z podania Jiraska)
Wisła: Pawełek - Szinglar, Baszczyński, Cleber, Piotr Brożek - Łobodziński (82. Małecki), Diaz, Jirsak, Boguski (68. Niedzielan), Zieńczuk (89. Dawidowski) - Paweł Brożek.
FC Barcelona: Valdes - Alves, Puyol, Pique, Abidal - Toure, Keita, Xavi (57. Gudjohnsen) - Iniesta (66. Hleb), Eto'o (74. Bojan Krkić), Henry.
źródło interia.pl