Post
autor: Master » 11-10-2011, 18:04
Po 5. Kolejce NFL, czyli cotygodniowy przegląd zdarzeń.
To podsumowanie jest obszerniejsze niż poprzednie pod względem liczby spotkań. W tym tygodniu moja koncepcja zakłada przegląd tych ważniejszych zdarzeń z poprzedniej kolejki, a nie jak to miało miejsce tydzień temu – analiza kilku najciekawszych spotkań. W związku z niewielkimi problemami z publikacją zapowiedzi ciężko będzie mi się odnosić do moich przewidywań, ale niestety czasem może się to zdarzyć. A w tej kolejce się działo. Zapraszam !
Eagles @ Bills 24-31
Główną myślą, jaka mi się nasuwa to : Miała być drużyna marzeń, a jest drużyna z sennego koszmaru. Ten zespół według mnie się nie rozumie – jeszcze. Mimo ogromnego potencjału jest wciąż wiele nieporozumień na boisku, przez to Eagles przegrali także ten mecz jak i oba poprzednie. W skład tych nieporozumień wchodzi także 90 rush Yd Vicka, co jest dużym ryzykiem jak na zespół, który nie ma drugiego rozgrywającego, który pociągnie grę. Dodatkowo 4 INT nie wzięły się z fenomenalnych zagrań defensywy Bills. Muszę przyznać, że w tym spotkaniu przewidywałem zwycięstwo Eagles, lecz dobra postawa Bills zweryfikowała przewidywania na boisku, osiągnęli szybko przewagę i w momencie miażdżącej przewagi spuścili z tonu i doszło do emocjonującej końcówki. Eagles mieli spore szanse na wyrównanie, ale bardzo dobra postawa defensywy Bills pozwoliła dowieźć wynik do końca. Defensywa drużyny z Philadelphii pozostawia wiele do życzenia. To już 3 mecz w którym można z podziwem oglądać ich błędy na tym poziome to się musi mścić i głównie dzięki temu Bills zdobyli więcej punktów i wygrali zasłużenie.
Saints @ Panthers 30-27
Kolejny mecz w którym emocje aż kipiały do samego końca, do ostatnich sekund, do ostatniego podania. Przyznam, że spodziewałem się, że Saints wygrają i Pantery napsują im trochę krwi, ale nie spodziewałem się, że będą walczyli jak równy z równym do samego końca. Jest mi przykro, że Cam Newton gra dla Panthers, ponieważ w wielu innych drużynach pokazałby jeszcze więcej. Jestem pod wrażeniem jego umiejętności i lekkości rzucania. Według mnie Panthers zaskoczyli Świętych tym, że sporo biegali, w jednym spotkaniu wybiegali więcej niż przez 4 poprzednie spotkania razem wzięte. Dodatkowo sporo celnych podań złożyło się na to niesamowite widowisko. Brees i spółka to cwane lisy i to pozwoliło im wygrać to spotkanie, doświadczenie tej drużyny i poziom umiejętności zdecydowanie odbiegał od przeciwników. Panthers utrzymywali kontakt głównie dzięki szczęściu, nieocenionym elementom zaskoczenia i swojej gwieździe, ponieważ na tę chwilę drużyna z Caroliny to teatr jednego aktora, którym jest Cam Newton. To, że to właśnie on rzucał to ostatnie podanie, które mogło zadecydować o losach meczu sprawia, że jeszcze nie raz o nim usłyszymy. Do głównych atrakcji tego meczu należały dwie akcje – obie gospodarzy. 70 yd. Bieg zakończony przyłożeniem był jednocześnie pokazem tego, że Pantery także umieją biegać, a Saints niekoniecznie się tego spodziewali. Druga akcja to 55yd. Podanie Newtona wykończone w polu punktowym przez Smitha, po którym zawiązała się mała bójka, ale to przecież męski sport.
 
Raiders @ Texans 25-20
Ciężko obiektywnie opisać mi to spotkanie, ponieważ kibicowałem Texans. Ale muszę przyznać, ze powinni wygrać to spotkanie, niecelny Field Goal, niekompletne podanie na Touchdown, które nie mogło nie dojść do adresata, który był zupełnie niepilnowany i jednocześnie nieatakowany. Nie złapał jednak piłki. Ostatnia akcja meczu także kazała siedzieć jak na szpilkach aż do ostatnich sekund. Niestety błędne wybory Schauba i dobra obrona Raiders nie pozwoliła cieszyć się gospodarzom ze zwycięstwa. Po tej akcji włodarzy i zawodników Raiders ogarnęło ogromne wzruszenie, a ich vis a vis łzy rozpaczy. Na uwagę i szacunek zasługuje powrót do gry drużyny Raiders, ponieważ do ostatniej akcji pierwszej połowy zakończonej przyłożeniem zdobyli jedynie 24 yd. Do tego drużyna Texans przyzwyczaiła nas do słabszej drugiej połowy i tak oto największa niespodzianka weekendu stała się faktem. A szkoda. Na zakończenie warto podkreślić, że Sebastian Janikowski pobił kolejny rekord ligi NFL zdobywając 3 Field Goale pod rząd z odległości większej niż 50 yd. Brawo !!
Chiefs @ Colts 28-24
Emocjonujący weekend pełną parą, czyli kolejne spotkanie niezwykle wyrównane do ostatnich minut. Niezwykły comeback Chiefs sprawił, że mecz zapowiadany jako nudne przedstawienie stał się fenomenalnym spektaklem, gdzie pierwsza część tego dramatu to była wręcz dominacja Colts, która pod wodzą 3QB Curtisa Paintera dostała wiatr w żagle i już 3 spotkanie zakończyło się nieznaczną porażką. Natomiast druga odsłona tego cztero aktowego spotkania należała do gości i to oni pokazali, że dużo wcześniej wyszli z kryzysu na początku sezonu. Przewidywałem zwycięstwo Colts i nie musiałem o to drżeć, przy wyniku 24-7 dla gospodarzy, jednak fenomenalny zryw i kolejne 3 przyłożenia Matta Cassela pozwoliły wyjść Chiefs na prowadzenie niecałe 5 minut przed końcem spotkana. Wspaniały powrót do gry i emocje do samego końca sprawiły, że to spotkanie nie należało do tych z dolnej półki – oby więcej takich spotkań w wykonaniu obu drużyn.
Bengals @ Jaguars 30-20
Wbrew pozorom kolejne emocjonujące spotkanie zacięte i pełne emocji do ostatnich minut. Ostateczny wynik tego spotkania może wprawić w błąd, gdyż do samego końca Jags mieli piłkę w posiadaniu, lecz mecz zakończył przechwyt Bengals sfinalizowany przyłożeniem i tak oto przy stanie 23-20 dla gości wszelkie nadzieje kibiców gospodarzy zostały rozwiane. Tak oto spotkanie dwóch pierwszorocznych rozgrywających stało na wysokim poziomie, gdzie ostatnia odsłona była tą, po której nikt nie czuł niedosytu, ponieważ wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie, lecz to faworyzowanie Bengals ostatecznie zeszli zwycięscy z placu boju.
 
Cardinals @ Vikings 10-34
Można by powiedzieć, że spotkanie zapowiadało się wyrównanie, lecz boisko zweryfikowało zapowiedzi ekspertów i to Vikings dominowali w tym meczu. Już przed spotkaniem mówiłem, że Vikings są zbyt dobrą drużyną by zakończyć ten weekend z bilansem 0-5, przed spotkaniem było wiadomo, ze różnica potencjału korzystnie wpływa na postawę gospodarzy i tak też się stało. Po fenomenalnych akcjach Adriana Petersona Vikings roznieśli przeciwników w pierwszej połowie meczu i w drugiej odsłonie nastąpiło stopniowe wymienianie składu. Zawodnikiem meczu, być może nawet weekendu uznany powinien zostać Peterson, ponieważ pociągnął drużynę w trudnym momencie i jego powrót na właściwe tory zapowiada odbicie się od dna Vikingów z Minnesoty. 3 przyłożenia i 122 yd w blisko trzydziestu próbach robi wrażenie. Defensywa Cardinals nie mogła znaleźć sposobu na tego running backa i to pozwoliło Vikingom ustawić mecz już na początku spotkania.
Seahawks @ Giants 34-25
Niespodzianka nr 2 tego weekendu, kolejne spotkanie emocjonujące do ostatniej minuty. Kolejny mecz który rozstrzygnął się przechwytem skończonym przyłożeniem. Ta kolejka była wybitnie obfita w takie spotkania i aż chciałoby się oglądać więcej takich spotkań. Takich gdzie wynik zmienia się praktycznie co chwilę i może zdarzyć się dosłownie wszystko. To spotkanie powinno zakończyć się sporym zwycięstwem Giants, jednak genialna postawa Seahawks pokazała, ze spisywana na straty drużyna może sprawić jeszcze niejedną niespodziankę. Jeśli chodzi o grę Manninga to jednocześnie i paradoksalnie był on bardzo dobry i bardzo słaby gdyż 420 rzuconych yardów robi wrażenie, ale 3 bezpośrednie przechwyty tej chwały ujmują. Dodatkowo jedno zakończyło się przechwytem, a fumble Cruza sprawił, że to spotkanie stało się wydarzeniem odwrotnym do przewidywanego. Pechowo, bo tak to trzeba nazwać- przegrany mecz przez Giants może być jednak dobrym znakiem przed kolejnym meczem. Dobra gra niestety nie poparta zwycięstwem musi zostać doceniona, ponieważ Giants byli na minutę przek koncem w Red Zone Seahawks, jednak INT TD rozwiał wszelkie nadzieje.
Titans @ Steelers 17-38
Zdecydowanie jednostronne widowisko. Po cichu liczyłem na małą niespodziankę jakim byłby wyrównany mecz, jednak na własnym boisku Steelers są nie do ugryzienie. Mimo tego, ze to Titans zdobyli pierwsze punkty już w pierwszej serii ataków, to wynik nie był zagrożony nawet przez minutę. Fenomenalnie tego dnia dysponowany był Ben Roetshlisbrger oraz jego recieverzy, którzy łącznie wyłapali 5 podań na Touchdown. To był zdecydowanie najlepszy mecz Steelers w tym sezonie. Nie był tak jednostronny jak przeciwko Seahawks i dzięki temu był bardziej interesujący. Jako interesującą i widowiskową akcję tego meczu możemy zdecydowanie uznac 70-jardowy bieg Jonathana Dwyera niestety nie zakończony przyłożeniem. Z przebiegu spotkania można wyciągnąć jedynie większe rozluźnienie w końcówce i to że Steelers na własnym boisku powalczą z każdą drużyną, a w większości tych spotkań będą mocnym faworytem
 
Buccaneers @ 49-ers 3-48
Mecz całkowicie bez historii. Zdominowany na każdej płaszczyźnie przez niners. Poza Field Goalem na początku spotkania goście nie mieli nic do powiedzenia. Faktem stało się to, ze drużyna z San Francisco w tym sezonie jest kandydatem do walki o czołową lokatę. Odważna ofensywa oraz agresywna defensywa zapewniają Niners konsekwentne punktowanie i przy takiej grze bilans 4-1 nie powinien nikogo dziwić, jedyna porażka przeciwko Cowboys miała miejsce po dogrywce, co świadczy o tym, że ta drużyna nigdy nie odpuszcza i będzie się liczyć do samego końca.
Chargers @ Broncos 29-24
Kto przed meczem liczył na gładkie zwycięstwo Chargers ten się pomylił razem ze mną. Nie spodziewałem się, że Broncos którzy nie potrafią grać podaniami napsują tyle krwi dobrze dysponowanym na początku sezonu Chargers. Mecz toczył się pod dyktando obu defensyw, wiele akcji było przerywanych po bardzo dobrych zagraniach z obu stron. Największą niespodzianką tego zpotkania –poza wynikiem- jest występ młodego Tima Tebow, który jest nominalnym rezerwowym na pozycji rozgrywającego. Nikt więc się nie spodziewał, że zagra tak odważnie, ponieważ mało kto wiedział na co go stać po tułaczce w różnych klubach – między innymi Titans i Packers - wkońcu zadebiutował i pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie 4/10 celnych podań w tym jedno zakończone przyłożeniem - bardzo dobry wynik, jak na mecz spisywany na straty. Mimo słabej postawy gospodarzy cały w końcówce meczu wrócili do gry i liczyli się w walce o zwycięstwo do samego końca. Mimo całkowitej dominacji Chargers udało się wyskoczyć zza pleców i chwała im za to. Każdy kto chce zobaczyć piękno tego sportu powinien obejrzeć ostatnią minutę meczu. To był pokaz determinacji i woli walki ze strony Broncos, byli tak blisko celu. Jednak z przebiegu meczu nie zasłużyli na zwycięstwo.
Jets @ Patriots 21-30
W spotkaniu które oglądaliśmy w niedzielę wieczorem grali Patriots, a Jets jedynie im towarzyszyli. Goście z Nowego Jorku wykorzystali wszystkie nadarzające się okazje, co pozwoliło Sanchezowi i spółce inkasować kolejne – nieuniknione punkty. Nieuniknione, ponieważ Pats mają spore problemy z defensywą i bardzo wiele ataków drużyn przeciwnych jest skutecznie wykorzystywanych. To czego nie zatrzyma defensywa drużyny z Bostonu nadrabiane jest z nawiązką przez ofensywę. Zaczynając od bardzo pewnej i dającej wiele czasu linii rozpoczyna się każdy atak Patriots rozprowadzany przez genialnego Toma Brady. W dalszej kolejności formalności dopełnia BJ Green-Ellis lub człowiek od efektownych zagrań W. Welker, któremu wtóruje Branch lub ktoś z duetu TE Hernandez – Gronkowski. Dzięki temu mecze bostończyków są głównie jednostronne lecz nie pozbawione emocji. Wiele efektownych zagrań po obu stronach nakręca widowisko. Mocno rzuciła mi się w tym spotkaniu wszechstronność prowadzonych akcji przez drużynę Patriots, ponieważ coraz więcej akcji prowadzonych jest „dołem” w tym spotkani było to „pół na pół” co uwidoczniło to bardzo mocno. Taka różnorodność stała się w pewnym sensie elementem zaskoczenia. Zaskoczeniem był też przechwyt podania w Red Zone rzuconego przez rozgrywającego Pats – był to jego pierwszy przechwyt w tej strefie boiska.
 
Packers @ Falcons 25-14
Ostatnie spotkanie rozgrywane w niedziele. Towarzyszyła mu niezwykle kolorowa oprawa, było pełno emocji, a apetyt na to spotkanie rósł z każdą minutą. Ono zaś rozpoczęło się dość niespodziewanie i Falcons zdobyli pierwsze 6 punktów. W ofensywnej serii Packers zdarzył się ponad planowy fumble recovery i to Falcons stanęli przed szansą zdobycia kolejnych punktów. Tak też się stało, ponieważ w pierwszej połowie ofensywa Packers praktycznie nie istniała, a im bliżej Red Zone tym gospodarze bronili się zacieklej i to zmusiło Packers dwukrotnie do zdobywania punktów kopnięciem z pola. W przerwie było już wiadomo, że fenomenalny występ A. Rodgersa z poprzedniej kolejki nie zostanie powtórzony. Jednak w drugiej połowie nastąpiło przebudzenia Green Bay i Ci konsekwentnie punktowali gospodarzy zacieśniając przy tym szyki defensywne nie przepuszczając Falcons na własną połowę. Doskonały powrót obu formacji pozwolił gościom na nie tyle odrobienie dystansu co zyskanie znaczącej – 11sto punktowej- przewagi. Wisienką na tym emocjonującym torcie jest 70 yd podanie Rodgersa do J. Jonesa zakończone przyłożeniem.
Bears @ Lions 13-24
Ewidentnie przewidywane zwycięstwo gospodarzy. Niezwykle agresywna defensywa Lions zmusiła niedźwiedzie wielokrotnie do desperackich i nieco śmiesznych zagrań, natomiast przy takim sposobie obrony duża liczba nieczystych zagrań była nieunikniona i w ten sposób Bears wielokrotnie uciekali z opresji. Jednak jak się można było spodziewać mecz toczył się pod dyktando gospodarzy, a po zdobyciu kilkupunktowej przewagi przez drużynę z Detroit nawet przyjezdni nie atakowali już z takim animuszem. Jak już wspomniałem mecz cechowała spora liczba fauli oraz trio Stafford-Johnson-Best To oni dzielili i rządzili w tym spotkaniu zdobywając według mnie najwyższe noty w tym spotkaniu. To ich akcje były okrasą tego dania, a 73yd. Akcja podaniowa dwóch pierwszych otworzyła wynik jak i zaostrzyła wszystkim apetyty. Natomiast blisko 90yd. bieg Besta zdawał się być marmoladą w pączku ponieważ do końca spotkania pozostało jeszcze ponad 20 min. Bilans 5-0 gospodarzy robi wrażenie i sprawia, że najsłabsza drużyna sprzed 2 sezonów notuje najlepszy start sezonu od 55 lat. Oby tak dalej, a Lions jeszcze zajdą w tym sezonie bardzo daleko.