Otwarcie sezonu, cały mecz w parkingu przesiedział Patryk Dudek, którego licencja "gdzieś" się zapodziała i w spotkaniu wystąpić po prostu nie mógł. W rezultacie w jego miejsce wskoczył Adam Strzelec, który dołączył tym samym do kolejnego debiutanta w ekstralidze - Patryka Rogowskiego. Razem chłopaki zdobyli 5 punktów (i 1 bonus).
Menedżer gości - Sławomir Kryjom nie mógł skorzystać z zawieszonego za niesportowe zachowanie w ostatnim meczu ubiegłego sezonu Rune Holty.
Najlepszym zużlowcem ekipy przyjezdnych był Adrian Miedziński, który w 6 startach zdobył 15 punktów, z kolei najlepszym żużlowcem zielonogórzan był Piotr Protasiewicz, który zdobył 14 punktów w 5 startach - uległ tylko świetnemu w tamtym spotkaniu Miedziakowi.
Zawodnicy jeździli w kontakcie, wynik trzymał się w okolicach remisu, choć na dobrą sprawę prowadzenie gospodarzy ani na moment nie było zagrożone.
" Dawno tak nudnego widowiska w Tarnowie nie widziano. Gospodarze zginęli od własnej broni. Przygotowali bardzo twardy tor, który miał ograniczyć możliwości jeżdżącym przeważnie na przyczepnych nawierzchniach "Myszkom Miki". Tymczasem na takim zabiegu ucierpieli wszyscy, a najbardziej zawodnicy spod znaku "Jaskółki" oraz ich fani. " po spotkaniu pisały SportoweFakty.pl
Po tym meczu Falubaz był niepokonany, Tarnów zaliczył drugą porażkę i tym samym zamykał ligową tabelę.
Dwa pierwsze spotkania Włókniarza były przegrane, ale nie sposób nie wspomnieć o tym, że obu rywalom napsuli oni krwi, dlatego wcale nie byli takim underdogiem w tym spotkaniu. W Zielonce wszyscy spisali się znakomicie, liderem zespołu był Amerykanin Greg Hancock, który jak się później miało okazać zostanie w tym sezonie mistrzem świata, 13 punktów, Piotr Protasiewicz również 13 punktów oraz Rafał Dobrucki 12 punktów i 1 bonus.
Kolejni kombinatorzy toru, którzy po stracie Cieślaka (na rzecz Falubaz) stwierdzili, że plastelina na torze nie pozwoli na dobrą jazdę przyjezdnym. Było inaczej, co pokazuje wynik. W 12 biegu było już po meczu, gospodarze byli tylko tłem dla fruwających tego dnia Zielonogórzan.
5. Stelmet Falubaz - Włókniarz Częstochowa 49:41
Faworyt był tylko jeden i wygrał, ale zwycięstwo nie przyszło wcale tak łatwo, jak można się było spodziewać. Kolejny słaby występ zanotował Patryk Dudek, który nie mógł się odnaleźć w tym sezonie i niewiele wskazywało na to, że w najbliższych spotkaniach ogarnie swoją formę. W 13. biegu uzyskał Andreas Jonsson, który tego dnia mijał rywali jak tyczki.
Po sezonach bicia rywali w północy nadszedł czas na porażkę. Nie byłaby ona tak dotkliwa, gdyby nie zdarzenia z 6 biegu. Rafał Dobrucki zaczepił o bandę i uderzył w tor, uszkadzając sobie po raz kolejny kręgi kręgosłupa. Wypadek ten, jak znowu pokaże czas, zakończył karierę tego zawodnika. Od momentu upadku Falubaz stanął a rozmiary porażki rosły. Tylko AJ zdobył 10 punktów i Zielonogórzanie po raz pierwszy w tym sezonie wracają do domu pokonani.
Mecz z kalkulatorem w ręku. Świetnie pojechało zastępstwo zawodnika za Rafała Dobruckiego, a w końcówce Greg Hancock odpowiednio zadbał, by w kolejnym spotkaniu było ono również możliwe. Wysoka wygrana, słaba postawa przyjezdnych.
"Żurawie" wysoko nie poleciały.
9. Unia Leszno - Stelmet Falubaz 46:44
Dopiero duet Janusz Kołodziej i Jarosław Hampel załatwił sprawę i gospodarze wygrali.
Kolejne wielkie derby, kolejne wielkie emocje. Najpierw emocje poza sportowe i spieranie się o termin spotkania - w celu uratowania zz-tki za Dobruckiego. Falubaz wygrał, nie obyło się bez emocji na torze, wymachujący Gollob do AJ'a, Gollob nie jadący w ostatnim biegu i tym podobne rzeczy - jednym słowem : normalna rzecz w derbach.
Nie było ani zz-tki, ani Grzegorza Zengoty, który wrócił po urazie nogi, lecz nie chciał ryzykować w tym spotkaniu, bo tor do łatwych nie należał. Trio asów z Zielonej Górzy załatwiło sprawę, żadnej taryfy ulgowej nie było.
Mocno zaskakujący remis, niektórzy wietrzyli tutaj spisek, lecz nic takiego nie miało miejsca. Aczkolwiek faktem jest, że "szczególną rolę" w tym widowisku zajęły defekty czołowych zawodników z Winnego Grodu.
Tarnów słabiutki i tak samo było w tym spotkaniu. "Jaskółki" nieloty nie przyjechały tutaj walczyć.
Zielonogórscy kibice liczyli na zdecydowanie lepszą postawę tego dnia swoich ulubieńców, ale przekroczenie 40 punktów okazało się rzeczą niezwykle trudną. Stawką spotkania było 1 miejsce po rundzie zasadniczej, wiele wskazuje na to, że zawodnicy z Zielonej Góry, tego miejsca wcale nie chcieli.
Stelmet Falubaz - PGE Marma Rzeszów 60:30
Już po pierwszym spotkaniu wiadomo było, kto przechodzi dalej. Umilkły za to głosy o możłiwym ustawieniu się z Marmą w celu wyeliminowania innego przeciwnika - nic takiego nie miało miejsca, Marma była po prostu cieniutka.
Półfinały
Stelmet Falubaz - Caelum Stal Gorzów 54:36
"Spasione leniwe koty" to nowy przydomek Gorzówskich zawodników, nadany im przez własnego prezesa. Pan Prezesio jeszcze przed spotkaniem żądał zakończenia spotkania po 8śmiu biegach i wcale bym się nie obraził. Przewaga wynosiła wtedy 18 punktów, zatem bardzo dziwiły mnie głosy, iż Gorzów dwumecz przegrał, bo u nich spadł deszcz i mecz przerwano.
Zawodnicy Stali wyglądali BEZNADZIEJNIE, Matej Zagar swoim świetnym występem utrzymał im wynik, bo inaczej byłaby miazga. Kiedy jeszcze w zespole z Zielonej Góry jeździł Niels Iversen, mówiłem iż to jest człowiek od finałów (jego postawa w 2009 roku w Toruniu pozwoliła sięgnąć Falubazowi po złoto) i tak się stało tym razem. Niels wygrał nam zawody, tyle tylko, że jeździ już w innej drużynie
Uff, starałem się krótko i zwięźle opisać wszystkie dotychczasowe spotkania prefinałowe.
Pierwsze spotkanie odbyło się w Lesznie, gdzie Unia wygrała 47:44. Zielona Góra ma zatem do odrobienia tylko/aż 4 punkty. Ja bym się skłaniał do wersji, że jest to mała zaliczka. 1 dobrze rozegrany bieg i zaczynamy od 0.
Co się działo przed spotkaniem w Zielonej Górze? Bilety zaczęto rozprowadzać w środę od rana, w czwartek o 9.30 klub poinformował, iż biletów już nie ma - nic dziwnego. Jest to 4 kolejny medal drużyny z Zielonej Góry i 3 kolejny finał w ligowych zmaganiach, całe miasto ma ochotę to zobaczyć.
Napisałem w swoim temacie,przed finałowym spotkaniem, Falubaz po złoto i nie powiem, wierzyłem w to bardzo, choć na MotoArenie w Toruniu łatwo miało nie być - i nie było. Ale nie mam ochoty tutaj opisywać tego spotkania, wole Wam napisać, iż po spotkaniu "na miasto" wyszło tysiące ludzi cieszących się ze zwycięstwa, pijących dużo alkoholu i zabawa trwała do momentu interwencji sporych oddziałów służb policji. Robert Dowhan wtedy, jak i dziś, apelował do pracodawców i nauczycieli o wyrozumienie w poniedziałek
Typu nie ma, dziwna analiza, nie? 1.14 to żaden kurs, może jutro coś ciekawego się pojawi. Może nie.
FALUBAZ PO ZŁOTO ! JESZCZE RAZ !
