SMAK HAZARDU by Vince Black
- Prosiaczek
- Posty: 3015
- Rejestracja: 12-03-2009, 16:56
SMAK HAZARDU by Vince Black
Grą u bukmacherów zaraziłem się od kolegi, około 10-ciu lat temu, który wyjmował w STS`ie przyjemne dla oka sumki: to 100pln, to 200, to 500... Szło mu, czasem pokazywał kupon, że tu jeden mecz mu nie wszedł, tu dwa... Czasem dosłownie mijał się ze szczęściem jak samochody jadące z naprzeciwka, ale jak przegrywał - był o włos. Częściej jednak słyszałem jak się chwali, że wpadł po raz kolejny na "czołowe". To podkusiło i mnie. Wysłałem pierwszy kupon: 2 zł ako ze 100 (nie pamiętam dokładnie), i co? Trzy błędy. Zagrałem znowu mniej meczy, znowu jeszcze mniej . W końcu i ja wygrałem, chyba za 5-tym razem. Od razu wysłałem następny kupon...
Jak graliśmy? Jak klasyczni amatorzy: Real, Barcelona, Deportivo (wtedy było czymś), Man Utd, Juventus, Milan, Ajax... Gdy pojawiała się nazwa renomowanego klubu, nazwa liczącego się państwa od razu zakład widniał na kuponie... Każdy chyba przez to przeszedł na początku. Nie zdawałem sobie sprawy, że tak jak dziś, wtedy też były to tzw. zakłady masowe, zaniżone, ale warte gry. Typy obstawiane hurtowo przez większość graczy. Bukmacher się bogacił gdy grała to większość. Nie patrzyło się wtedy na serie drużyn, formę, na zbliżający się mecz pucharowy. Nie przeszło nigdy przez myśl by zagrać under/over, handicap, wynik do przerwy - liczył się końcowy wynik, zagrany ewentualnie, na przysłowiowe 100 lat, dwudrogowo 1X vel X2. Liczyła się tylko pozycja drużyny w lidze. Stawki nie były duże, ale mimo minusa, na którym się było, ewentualna wygrana przysłaniała ogólne niepowodzenie...
Teraz mając już jakieś doświadczenie proponuję juniorom hazardu, patrzeć na formę drużyn, na zbliżające się spotkanie, szukać informacji o kontuzjach, zawieszeniach podstawowych graczy, patrzeć w terminarz, tabele, o co grają. Nie zawsze jest na to czas, ba czasu jest z wiekiem coraz mniej... Lepiej nic nie wygrać jak przegrać, przez ten przysłowiowy Real. Może warto odpuścić wielkie ako kosztem tego "pewniaka" - są tylko faworyci, i to "na papierze". Pamiętaj, że ten Dawid chcę się pokazać, Goliat gra pod presją wyniku, nie zapominajcie o układach w sporcie... Omiń masowy typ (np. Chelsea za 1,25, czy 5-tą drużynę z tabeli gdy gra z przedostatnią), albo ugryź ten mecz inaczej, bo niespodzianki to zazwyczaj undery, to handicapy +1,5, to remisy, tak samo prawdopodobne jak zwycięztwa gospodarzy. Zwróć uwagę, że jeśli faworyt wygrywa nie robi tego w imponującym stylu. Kiedyś nie było livescore`a, nie było do niego dostępu... ale zobacz ile czekasz na ten swój pewny typ...
Mam nadzięję, że wątek okaże się pomocny nowicjuszom. Liczę na Wasze uwagi, pytajcie, komentujcie, dzielcie się wnioskami z lektury, podejmijcie dyskusję, poprawcie mnie, gdy się nie zgadzacie. Gdy ożywicie ten wątek, gdy dodacie swoje doświadczenia stanie się przydatny, może nawet uniwersalny. Postaram się odpowiadać na pytania, doradzać, jednocześnie opisując swoje dalsze koleje losu. Niech to będzie taki blog hazardzisty-pozytywisty:). Życzę Wam powodzenia.
Następnym razem jak zacząłe grać inne dyscypliny i przykazania, króre budowałem wraz z grą.
- Makc
- Posty: 1072
- Rejestracja: 24-12-2008, 13:41
-
dario777
- Posty: 459
- Rejestracja: 09-03-2009, 22:42
- Prosiaczek
- Posty: 3015
- Rejestracja: 12-03-2009, 16:56
Gra, którą opisałem wyżej trwała dość długo. Potem zacząłem wspomagać się w grze internetem, nadal sceptycznie podchodząc do gry w sieci (o tym później, w następnych postach). Zyskałem dostęp do bogatych statystyk dotyczących innych dyscyplin, takich jak tenis, piłka ręczna, koszykówka, hokej. Poznawałem opinie płynące z for bukmacherskich. Zacząłem grać te właśnie dyscypliny...
Grałem oferowane systemy w STS czy dawnym Profesjonalu (Fortuna), bo pozwalało to zwiększyć swoje szanse pomimo np. 2 błędnych wyników. Obserwując swoje poczynania wyciągałem wnioski z dołujących statystyk, wtedy jeszcze tylko pokreślonych kuponów:). A jak się grało? Nadal ze zmiennym szczęściem... Ciągle coś było nie tak. Musiałem coś założyć w swojej rozgrywce. Ustaliłem sobie szereg zasad własnego postępowania, do rzeczy:
1. Dyscyplina! Gdy wchodziłem do buka miałem cel. Zagrać swoje zakłady i dość. Ale zawsze znajomi, bo tacy się pojawili, zawsze coś doradzili, głośno dyskutowali. Sugerowali jakiegoś "pewniaka", który i mój kupon by przecież pomnożył... Więc czemu nie, i to był błąd! Znowu był to cholerny masowy typ, zguba ogółu. Jak wchodził tak miało być, a jak nie, towarzystwo wzajemnej adoracji zaczynało oszczerstwa pod adresem kuponowego zdrajcy, i potem znowu od nowa, to samo...
Zatem jeśli masz jakiś cel trzymaj się go, owszem poznaj opinię innych, ale staraj się szukać rozwiązania, które pogodzi interesy słuszności Twoje i innych. Czasem Twój typ jest celny, bo i tak zostało oszacowane prawdopodobieństwo i przez buka, ale i wiąrze się z ryzykiem masowości. Np. Inter - Atalanta 1? Spoko, ale czy nie można zagrać underka, jeśli analizy to potwierdzą? Albo Atalanta nie strzeli? Nie uratuje to skóry przy 0:0? Wiadomo, nie musi...
2. Umiar i skromność! To założenie wiąrze się z tym co pisałem wyżej. Chodzi mi o ako i zmniejszenie prawdopodobieństwa niepowodzeń. Singielek ma szanse 33,(3)% lub 50%. Dwudrogowy dubel już tylko 25%. Warto o tym pamiętać. Ciężko jest zachować umiar. Nadal mam czasami z tym problem, hehe. Ale już szaleństw się dawno wyrzekłem. Drugie oblicze umiaru to np długofalowa hossa. Gdy zaczynasz topić warto jest swój dochód odłożyć, przelać na konto, kupić coś sobie, byle tego nie oddać. 90% graczy choć się nie przyzna pała wręcz chęcią by się odegrać... Zatem gdy jestem na plus, a gra mi nie idzie całą "nadwyżkę" odbieram, by nie oddać swojego z nawiązką. Masz być na plus, a nie z tego żyć. Choć słyszę o takich, to nikogo osobiście nie poznałem...
3. Typy masowe. O tym pisałem.
4. Tylko gry zespołowe. Za wynik odpowiada drużyna, kontuzja nie oznacza w praktyce wielkiej tragedii, choć ma wpływ na osłabienie. Co do gier indywidualnych upadek biegacza, wiatr w plecy Adasia, krecz Nadala, wypadek na torze, itp (często bywa i zwrot stawki, na szczęście) oznacza brak wygranej.
5. Nie powielać typów na kuponach. Też na dwoje babka wróżyła (lubię to powiedzenie), ale gdy nie wejdzie ten pewniaczek leżysz na całej linii. Jeśli chodzi o single, nie podbijam stawki. Zagrałem za 50 czy 250 dość. Nie oznacza to,że słusznie się upewniam w swoim przekonaniu.
6. Nie grać progresji u jednego bukmachera. Słyszałem o blokowaniu stawek, na szczęście tego nigdy nie doświadczyłem.
7. Jeśli grasz w sieci - a masz ochotę zagrać mecz o 10.00 i 18.00 to nigdy nie graj na ako! Jeśli możesz kupon wysłać później zrób tak, może zmieni się kurs, może czegoś więcej się dowiesz o tym meczu... Jeśli grasz "na ziemi" to tutaj rozważ wszystkie za i przeciw, walczysz jeszcze z mnożnikiem 0,9...
8. Określ swój miesięczny budżet na dany miesiąc gry i go pilnuj. Zawsze wychodzę z założenia, że kasa którą wpłacam do buka, to kasa przegrana. Nie traktuję gry jako źródła dochodu, ale jako kosztowne hobby, które może się opłacić. Myślę że t najzdrowsze podejście i zdania nigdy nie zmienię. Zatem jeśli ktoś ma 300 zł i potrzebuje 3000 na wakacje czy samochód, to niech odłoży i zbiera dalej. Niech idzie do pracy, niech rozdaje ulotki, nawet zbiera butelki, potrwa to dłużej, ale będzie stanowiło dochód - zawsze. Kłóci się to z systemami, ale o tym później.
Zapraszam do dalszych uwag i dyskusji. Jeśli macie inne założenia do swej gry to śmiało.
- smac
- #Weteran

- Posty: 6658
- Rejestracja: 01-10-2007, 09:13
Bardzo rozsądne podejście do tematu ,ja również nie traktuję bukmacherki jako sposób na życie. Na utrzymanie rodziny i inne przyjemności wystarcza to co zarobimy z żoną w pracy, a jak coś uciułam u buka (gram za małe kwoty) to mogę sobie kupić jakiś drobny gadżecik, czy kratę piwaVince Black pisze:. Określ swój miesięczny budżet na dany miesiąc gry i go pilnuj. Zawsze wychodzę z założenia, że kasa którą wpłacam do buka, to kasa przegrana. Nie traktuję gry jako źródła dochodu, ale jako kosztowne hobby, które może się opłacić. Myślę że t najzdrowsze podejście i zdania nigdy nie zmienię. Zatem jeśli ktoś ma 300 zł i potrzebuje 3000 na wakacje czy samochód, to niech odłoży i zbiera dalej. Niech idzie do pracy, niech rozdaje ulotki, nawet zbiera butelki, potrwa to dłużej, ale będzie stanowiło dochód - zawsze. Kłóci się to z systemami, ale o tym później.
Pozdrawiam!
- michal31
- Posty: 1484
- Rejestracja: 11-10-2007, 10:15
To jest własciwe podejścieNie traktuję gry jako źródła dochodu, ale jako kosztowne hobby, które może się opłacić.
Osobiście razi mnie słowo ,,hazard". Kojarzy mi sie ono z grami typu ruletka, poker itd. A typowanie to tak jak napisałeś hobby, które w dodatku przynosi zyski. Raz sie wygrywa, raz przegrywa, ale ostatecznie łatwo wyjść za np miesiąc na plus. Warto prowadzic statystyki, wtedy sporo błędów mozna wyeliminować.
-
PiotrekMU
- Prosiaczek
- Posty: 3015
- Rejestracja: 12-03-2009, 16:56
Słowo hazard pochodzi z języka arabskiego i z tego co pamiętam oznaczało grę w kości, w której Arabowie zakładali się o wynik rzutu, oczywiście za pieniądze. Idąc tym tropem jest to hazard w absolutnym tego słowa znaczeniu: piach, nuda, pieniądze, kobiety, Las Vegas hehehe.
Czym jest ten hazard? Definicja ze słownika PWN: "ryzykowne przedsięwzięcie, którego wynik zależy wyłącznie od przypadku (lub jako kto woli losu), zwłaszcza gra za pieniądze(zwykle o dużą stawkę); ryzyko w grze, narażenie się na niebezpieczeństwo. Emocje hazardu: namiętność, pociąg, skłonność, mieć żyłkę do hazardu". Hazard najpierw jest niewinna grą, później jednak przestaje się nad nią panować, a tym samym przestaje się interesować wszystkim co nas otacza. Wydaje się swoje pieniądze, zaciągamy pożyczki (lombardy, są tacy...), kradnie... Mimo to są ludzie potrafiący panować nad sobą i po zagraniu w kasynie nie czują chęci powrotu tam, są i tacy, co towarzysko wyślą jeden kupon i drugi oleją, nawet jak wygrają.
Padło, PiotrekMU, u Ciebie w poście słowo inwestycja... Zgoda (o tym kiedyś), ale nie do końca... Obieg pieniądza w erze gospodarki wolnorynkowej pozwala o grach bukmacherskich tak myśleć. Ich istnienie umożliwia w stosunkowo krótkim czasie nawet kilkunastokrotne pomnożenie "zainwestowanego" kapitału, nawet graczom.
Inwestycja to zaangażowanie pewnej kwoty w jakieś działanie celem późniejszego zwrotu z nawiązką, bez obawy o inflację, praktycznie wolne od ryzyka. BY hazard odróżnić od inwestycji: inwestor MUSI(!!!) być racjonalny, przewidujący, ma określić czas inwestycji, określić stosunek wiedzy do EWENTUALNEGO ryzyka. Inwestycją będzie otworzenie nowego punktu bukmacherskiego, bo niby dlaczego ich tak dużo, dlaczego powstają nowe, ale hazardem będzie gra: bo każdy z nas kieruje się emocjami, kalkuluje, za dużo zakłada i liczy na swoje szczęście, nawet gdy łup wydaje się być łatwy procent ryzyka nie ulega zmianie... Umiejętność przewidywania to główny czynnik rozróżniający hazard i inwestycję - określenie dokładniejszej przyszłości. Hazardzista również posługuje się metodami prognostycznymi ale zapomina o BŁĘDZIE PROGNOZ, nie potrafi zweryfikować hipotez, dlatego przecenia swoje umiejętności. Nigdy nie liczy ryzyka inwestycji. Działa intuicyjnie, a tak naprawdę ten plus lub minus zależy od losu, bo nie ma wpływu na grę danej drużyny. Jeszcze. Czas "inwestycji". Jeżeli zyskać fortunę możemy w krótkim czasie, lub ją równie szybko stracić mamy do czynienia z hazardem! Bez wątpienia. Losowość inwestycji zmniejsza się z czasem. Racjonalny inwestor inwestycję rozkłada w czasie. Kolejna kwestia to ryzyko, a właściwie jego stopień. Hazard jest przypadkowy, inwestycja jest pewna. Gracz wie dopiero wtedy gdy się mecz skończy! To jest prawdziwa wiedza, wiedza przed meczem to hipoteza, to założenie płynące z wiedzy równoległej o składzie, formie, kontuzjach itp. Każdy racjonalny inwestor za wzrost ryzyka domaga się dodatkowej premii... Pojawia się dywersyfikacja kapitału, i dlatego bukmacherzy mydlą oczy graczom bonusami... by myśleli, że to inwestycja. Kolejna nierozerwalna kwestia to jeszcze raz wiedza, nie mylcie jej z wiedzą równoległą (owszem mogą z siebie wynikać, ale na siebie nie wpływają!!! Powtórzę: inwestor wie, gracz póki mecz się nie skończył zgaduje. Czasem w zakładach pojawia się wnioskowanie statystyczne (ps. zobaczcie jak zminimalizowałbym ryzyko w oparciu o tą wiedzę (empiryczną), gdy jako nibyinwestorzy gdybyście na nietrafionych "pewniakach" zamiast swojego typu under z kursem 1,90 albo hcp0:1 na X... kto nadal uważa, że gra u buków to inwestycja, niech sprawdzi... ale to nadal hazard). Gdzie w tych inwestycjach zasady ekonomii, matematyki, sytuacji politycznej (tu tłumacząc na nasze podwórko powiem o relacjach zaprzyjaźnionych klubów)? Gracz nie posiada tej wiedzy. Czym byłaby przegrana w tej inwestycji? Podatkiem od naiwności?
Więc jak? hazardzista czy inwestor? Kto jest kim? Trudno sobie to wytłumaczyć. Ja obstaję przy swoim, wyraziłem się dość jasno chyba... Z drugiej strony inwestor przecież powinien przejawiać choćby minimalne skłonności do ryzyka. Częściej jednak rozczarowanie towarzyszy nam, "inwestorom" niech będzie, tym mniejszym. Ważne jest by zachować umiar, traktować to jako zabawę (w której nagrodą będą cicho powiedziane słowa "a nie mówiłem?" a przy okazji jakaś może kasa), Powinniśmy się bezwzględnie stosować do ostatniej z reguł z poprzedniego mojego postu i odpowiedzieć sobie na pytanie: gdzie idę, czy mam nad tym kontrolę, i gdzie chcę tak dojść. Bez obaw, giełda jest jeszcze bardziej podła. A tak na osłodę umiejętnie zorganizowaną progresję można by było nazwać inwestycją. O tym wkrótce, jak weźmiemy na ruszt systemy. Póki co życzę Wam wszystkim wysokich wygranych, dużo uśmiechu i nie oszukujmy się, to hazard. Kim byliby bukmacherzy? Dobrą ciocią? Po prostu lubimy się zakładać, dlatego się zakładamy.
- michal31
- Posty: 1484
- Rejestracja: 11-10-2007, 10:15
Taka charakterytyka pasuje też do... np popularnego lotka. Skreślanie cyferek ma dużoooo wiekszą rzeszę amatorów, a w mysl tej definicji to także hazard. Wiecej, to wiekszy hazard niz obstawianie, bo tu szanse na wygraną sa delikatnie mówiąc realniejsze. A czy ktoś kto regularnie gra w lotka, mówi o sobie-hazardzista?no nieCzym jest ten hazard? Definicja ze słownika PWN: "ryzykowne przedsięwzięcie, którego wynik zależy wyłącznie od przypadku (lub jako kto woli losu), zwłaszcza gra za pieniądze...
Mozemy tutaj podyskutować, mysle że sie zgodzicie że to ciekawy temat.
- Makc
- Posty: 1072
- Rejestracja: 24-12-2008, 13:41
- Prosiaczek
- Posty: 3015
- Rejestracja: 12-03-2009, 16:56
Nikt nie używa tego słowa - hazard - bo to obrazobójcze. "Bęben maszyny losującej jest pusty, zaraz nastąpi losowanie liczb..." A potem już tylko: "6, 12, 32, 35, 39..." Hahaha! Są gry liczbowe i są dobre... Uzależnienie od gier jest dopiero hazardem, bo nie wolno publicznie użyć tego słowa. Skarb Państwa trzyma nad tym bębnem łapę i jest ok. A nad kasynami nie, stąd nagonka... A znaczna część ludzi dalej żyje z nadzieją wielkiej wygranej. To jest dopiero naiwność, a jaki za tym idący podatek od naiwności. Nikt nie widzi w tym nic złego, a to się kumuluje. Kasyna są złe, bo ludzie tracą domy, samochody, całe majątki, a czy taki statystyczny, niepoprawny marzyciel nie mógłby wszystkiego sprzedać, i kupić kuponów... tia, i od razu by wygrał... Nikt by go nie oświecił, w końcu żyje w wolnym kraju, i robi co chce. Może to dlatego tylko kasyna i zakłady sportowe kojarzą się pejoratywnie bo skupiają w powszechnym mniemaniu margines i ciemnych typów... A generalizowanie jest złe. Jest coś nie tak, prawda?
Michał nie ma o czym mówić, Lotto to dno, upośledzenie racjonalnego myślenia.. to już absolutnie ślepe zaufanie fortunie, to... Brak mi słów... Ile taki kupon kosztuje? 1 zł? 2 zł? A prawdopodobieństwo? Każdy ma myśleć, że to tylko 1-2 zł... I grać... Powstał kolejny mit, że do kasyna się idzie z czymś, a do Lotto wystarczy sobie odmówić piwa, choć można i kratę... ale zagrać trzeba, "wszyscy grają".
Ja też uważam, że szanse w zakładach sportowych gracz ma większe, więcej się dzieje. Te kolektury - a w nich wszystkie Lotki i Keno (to już na żywca jest wzięte z internetowych kasyn, czyli szybciej grasz, stawiasz czytaj tracisz, a w konsekwencji przynosisz więcej, by się odegrać), loteryjne zdrapki - to nic jak mikrokasyna. Poczekajmy na automaty, na pewno spece od ludzkiej głupoty jakoś je upchną do tych dziupli. Rozpisałem się, uff... Lotto to też hazard, ale nie mów nikomu
ps. Mi też się spodobał temat. To może zamiast systemów psychologie graczy rzucimy na ruszt?
-
baltazare
- Posty: 16
- Rejestracja: 15-02-2009, 10:44
Jest w tym sporo racji, choć ja akurat lubię grać ako z meczami o różnych porach, może to poniekąd wynika z mojego sposobu gry, gdy któryś z wcześniejszych meczy nie wejdzie jest możliwość modyfikacji kuponu za odpowiednią stawkę i w sumie wyjść na plusik. Nie zawsze taka operacja zakończy się sukcesem, ale przeważnie udaje się odzyskać pieniążki7. Jeśli grasz w sieci - a masz ochotę zagrać mecz o 10.00 i 18.00 to nigdy nie graj na ako! Jeśli możesz kupon wysłać później zrób tak, może zmieni się kurs, może czegoś więcej się dowiesz o tym meczu...
- Prosiaczek
- Posty: 3015
- Rejestracja: 12-03-2009, 16:56
"Dreszczyk emocji"... Zapomniałem o tym, że cechą hazardzisty, tak fizjologicznie, jest uzalżnienie od adrenaliny. Małe kwoty, ale tu o nie chodzi. To polityka Lotto. Chcesz zagrać grubo, to kupujesz kupon z systemem (ps. jest taki?), albo wysyłasz dużo kuponów.
Wpadnie, nie wpadnie... jak wpadnie będzie kasa - o to chodzi, to hazard. Są emocje, stawki, ewentualna szybka wygrana no i uśmiech lub dupa losu...
- Prosiaczek
- Posty: 3015
- Rejestracja: 12-03-2009, 16:56
Załóżmy, że interesują Cię mecze, i chcesz je zagrać jako ako:
10.00 A - B 1 2,00
13.00 C - D x 2,00
16.20 E - F 1 2,00
(kursy, kóre podałem nie mają żadnego znaczenia)
ako wychodzi: 8,00,
i chcesz zagrać to za 10zł. O ten styl gry chodzi, gdy siedzisz w domu, nigdzie nie wychodzisz, będziesz mógł zagrać to przed pierwszym gwizdkiem.
Grasz tak:
A - B za 10zł. Wchodzi, masz 20zł.
o 12.50 (przypomnienie w telefonie;)) grasz C - D możesz za 20zł (i tak powinienieś jeśli szanujesz swoje wstępnie założone ako!!!), ale i możesz zmniejszyć stawkę, bo zacząłeś się "obawiać" o ten zakład. Ten styl jest bardzo zachowawczy, o to w nim chodzi, by można było wycofać kapitał z zakładu, i cieszyć się z mniejszej wygranej, ale wygranej.
Ale, ok, grasz za 20zł. Wchodzi, masz na koncie 40zł.
Zbliża się 16.20 i mecz E - F, a Ty masz 40zł, które powinieneś wg założeń wstępnego ako postawić. Tu byś zrozumiał:
a) weszło masz 80zł (jak z ako, które sam chciałeś zagrać)
b) nie weszło nie masz nic, jak z ako. Mogłeś mieć gdybyś ocenił poprawnie wartość dotychczasowej wygranej 40 zł i się tym zadowolił. Albo (bo zakładam, że zagrałbyś ten mecz) zagrał go za 10zł i przegrał tylko 10zł, ciesząc się z tych 30zł, które Ci zostały. Wniosek prosty: umiar, zdrowy rozsądek i 20zł do przodu.
Gdyby pierwszy mecz Ci nie wszedł, przegrałbyś tak samo jak wcześniej założone ako.
- Prosiaczek
- Posty: 3015
- Rejestracja: 12-03-2009, 16:56
1. http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci ... 57825.html
2. http://prawo.money.pl/aktualnosci/wiado ... 49286.html
3. http://www.money.pl/gospodarka/wiadomos ... 59947.html
4. http://www.money.pl/gospodarka/wiadomos ... 46687.html
Nie będę śmiecić, pod każdym artykułem, dostępnych jest kilka kolejnych sznurków.
- Tytus1981
- Posty: 1930
- Rejestracja: 06-12-2008, 11:38
Witam; też o takich słyszałem, a na początku lutego wybrałem się do starego koleżki z czasów dzieciństwa w odwiedziny. Imprezkę zrobiliśmy u jego młodszego(23 lata)! brata w domku jednorodzinnym, który oznajmił, że na dwie godziny musi wyskoczyć (mecz). Tyle wystarczyło aby kumpel opowiedział czym się zajmuje jego brat (pierwsze co pomyślałem to to, że pewnie czymś handluje - na podjeździe nowy Merc i Jaguar). Okazało się, że gość od rana siedzi sobie w domku i buszuje po necie przeglądając oferty na dany dzień i ... tak tak - OBSTAWIA!!! Wziął kiedyś 10 tys. kredytu i zajął się goleniem buków. Na początku połowę wtopił szukając złotego środka a gdy go znalazł to już tylko liczył i odkładał. Pewnie się zastanawiacie co to za eureka?? Jest to systemik podobny do tego, który z dużym powodzeniem stosuje piotras: max dwa zdarzenia z kursem ogólnym 1.3-1.6 i stawką 500-2000zł; 2 etapy: pierwszy kupon za np. 1000zł, jeśli wygrany to za wygraną idzie drugi kupon. Czysty zysk odkłada i gra dalej za tysiaka. Czasami się zapominał i obstawiał za więcej - normalka dla typerów
Drugi system to progresja (też stosowana przez kilku forumowiczów) - tylko i wyłącznie na remisy. Po trafieniu szuka innej drużyny.
Dziennie wysyła kilka(naście) kuponów za ok. 10 000 zł. Tak, to nie żart. Widziałem kilka z nich, tych trafionych też.
Zawsze twierdziłem, że z bukmacherki nie da się żyć (od tego jest praca) i grałem zawsze dla zabawy. Ale jak się okazało obstawianie też można nazwać pracą. Zmieniam troszkę swoje typki ale z pracy nie zamierzam rezygnować
Na koniec spytałem: co jeśli kupon nie wchodzi? Nie łamać się: KONSEKWENCJA I SAMOKONTROLA.
Tak więc powodzenia wszystkim życzę
Mam nadzieję Vince Black, że nie zaśmieciłem Ci tematu. Tak przy okazji to super teksty
Pozdro
- bazz
- Posty: 168
- Rejestracja: 18-09-2008, 15:28
Uświadomiłeś mi sporo ważnych rzeczy, jednak z jedną sprawą nie mogę się zgodzić. Jest dużo osób które potrafi się z tego utrzymać. Obecnie dużo czytałem o buku który oferuje 4 ligę, przecież tam mecze są bardzo często ustawiane i wystarczy mieć odpowiednich znajomych którzy czasem szepnął słówko ... Podobno po tym forum chodzą czasem takie przecieki w Elicie, ile w tym prawdy nie wiem ? Ale wiem natomiast że jest to dobry sposób na zarobek.
Do grania tylko kursów 1.6 mogę się zgodzić, że jest to niby pewny sposób zarobku, tzn bardziej pewny niż ako 342354 i stawiamy złotówkę z myślą "a może się uda". Należy tylko pamiętać, że ciężko nawet takie ako 1.6 uzbierać. Przecież jak wiadomo zawsze są jakieś niespodzianki, chociażby dzisiejszy występ MU, ktoś spodziewał się porażki tej drużyny ? Wątpię, a szczególnie tak dotkliwej ...
W bukmacherce nie ma co się oszukiwać, po prostu trzeba mieć więcej szczęścia niż dokładnych analiz. Owszem analizy też się przydają, ale żeby na tym wszystko się operiało, dawno ten system gry by upadł.
- Prosiaczek
- Posty: 3015
- Rejestracja: 12-03-2009, 16:56
Później może coś skrobnę więcej. Szukałem w sieci o graczach i sklecę to w jakiś esencjonalny post. Narazie.
-
gość
- Posty: 996
- Rejestracja: 27-06-2008, 21:57
Mógłbyś trochę więcej akapitów stosować ?
pewnie pomyślisz, ale ten gość jest wybredny
Akapit w sensie nie jako wcięcie w tekście, ale pusty wiersz.
Piszesz coś
TUTAJ ENTER
I piszesz coś innego.
Z góry dzięki ! Bardzo fajny dziennik.
Pozdrawiam !
gość
- Prosiaczek
- Posty: 3015
- Rejestracja: 12-03-2009, 16:56
Jakie głupie pytanie wydawać by się mogło, przecież każdy widzi i każdy wie jaki jest, choćby on sam. Każdy wie co czuje, co myśli. I koniec dyskusji, ale spróbujemy wejść w głowę gracza nieco głębiej.
Mózg człowieka ma w sobie zakodowane przecenianie, stąd zawsze podejmujemy próby, startujemy na studia, w sporcie mierzymy się z silniejszym rywalem, większym ciężarem, skaczemy z wyższej wysokości, lub startujemy do dziewczyny, do której nasz kolega (wg nas) nie ma żadnych szans... To przecenianie własnych umiejętności i bezgraniczna wiara we własną wiedzę. Każdy taki jest, nawet podświadomie.
By poznać bardziej siebie, musimy wiedzieć co wpływa na podejmowane przez nas decyzje. Temat rzeka, zajmiemy się grą. Są to zdolności poznawcze takie jak mylne rozumienie średniej wartości, "pułapka gracza", iluzja kontroli i inne. Pewnie znacie artykuł na podstawie którego to piszę, ale tu będzie krócej, przystępniej i na miejscu:).
My jako gracze, nie mamy za bardzo czasu by zbadać dostatecznie reprezentatywną próbę i podejmujemy decyzje na podstawie statystyk obejmujących małe okresy czasu. Z drugiej strony w dłuższym okresie analiza też niósłby za sobą błąd: bo niby po co analizować grę Górnika z lat 70-tych, czy choćby sprzed 3 lat dziś.Kierujemy się za krótką analizą: jeśli jakaś drużyna non stop wygrywa nie oznacza to, że wygra po raz kolejny. Przeciwieństwem jest regresja i niedocenianie częstych zdarzeń, czyli gra na niespodzianki.
"Pułapka gracza". Tu mam odmienne zdanie niż autor, bo rozłożenie gry w czasie, zwiększa szanse gracza!!! Do rzeczy: jest to wiara, że po długiej serii orłów rośnie prawdopodobieństwo reszki, a przecież ciągle jest takie samo. To trochę chore myślenie, moim zdaniem: prawdopodobieństwo jednorazowego rzutu jest takie samo, ale utrzymanie ciągu takich samych wyników wraz ze wzrostem ilości prób MALEJE!!! W obie strony: można 20 razy pod rząd wygrać, ale w końcu się przegra i odwrotnie. Ważne jest by każda z prób miała takie same czynniki zewnętrzne i ustalenia, zresztą gdzie w tej teorii dążenie do równowagi - to już prawo przyrody więc niepodważalne.
Następna rzecz, która wprowadza gracza w błąd to pewność siebie i iluzja kontroli. Absolutnie każdy człowiek jest zdania, że wraz ze wzrostem informacji wzrasta szansa na upolowanie danego zdarzenia. Przecenia się wartość nauki widząc wszędzie zależności przyczynowo skutkowe, pomijając czynniki losowe. Iluzja kontroli, tu piękny przykład: celem rzucenia mniejszej liczny kostką rzuca się delikatnie!!!! Sprawdźcie na kimś, polecam: rzuć 6, a teraz 1. Iluzja kontroli zależy dodatkowo od wyboru (zdarzenie, mecz który wybrało się samemu, mamy wrażenie, że mamy nad nim większą kontrolę), serii wyników (gracz ma wrażenie, że bardziej będzie kontrolować prawdopodobieństwo kolejnej "1"), znajomości problemu (im więcej wiemy, tym bardziej jesteśmy pewni), zaangażowania (to już naprawdę chore, ale są i tacy, którzy pilnują wręcz wyniku śledząc na livescorze liczby). Trudno się nie zgodzić z przytoczonymi przykładami. Iluzja kontroli wraz z błędnym podejściem do średnich to nasz killer...
Istotną cechą gracza jest myślenie: ja wiedziałem, że tak będzie, to było do przewidzenia. Oferta zakładów jest pełna niespodzianek, a niespodzianki przestają być doceniane, po ostatnim gwizdku...Efekt ten powoduje, że trudniej jest zauważyć popełnione błędy, i w efekcie tego popełnia się je dalej. Idąca w parze obrona własnej wartości usprawiedliwia wtedy błąd i pozwala na dalszą grę bez lęku o następne kupony. Inne zachowanie charakteryzuje klasycznych laików szukających swej szansy u buków to ocena meczu bez kursy i z poznanym kursem. Bardzo często dochodzi do weryfikacji wcześniejszych wskazań... Kurs 1,50 wydaje się być pewny, ale 2,50 budzić zaczyna nasze wątpliwości.
Co zatem motywuje nas wszystkich do dalszej gry, do podejmowania kolejnych prób i slalomu między tymi pułapkami? Ano maksymalizacja zysku i minimalizacja ryzyka... Jak zachowuje się człowiek w obliczu ryzyka? Ocenia użyteczność i prawdopodobieństwo zdarzenia. Tu mechanizmem obronnym może być powiedzenie, że strata boli bardziej niż zysk i wycofanie się lub minimalizacja kosztów częściowo ratują tyłek "umiarkowanemu" hazardziście. Wielkim błędem graczy, potwornym, cichym zabójcą i nie wiem czym jeszcze, ale chętnie bym napisał by zwrócić Waszą uwagę jest tendencja do unikania strat. Nic gorszego, że bilansu nie można zamknąć na minusie, trzeba się odegrać, whatever: ostatni spin, ostatni zakład... Jak niedawno pisałem: nie idzie Ci, to zabieraj co masz i idź z tym na zakupy - kupisz coś sobie, nie komuś. Czasami konsekwencja to brnięcie w las... bo środki będą topnieć przy przedłużającej się bessie. Dalej o tym brnięciu: analizujemy mecz, analiza trwała dość długo by nie zagrać tego meczu. Potem "nasi" tracą pierwszego gola, a my by umocnić wiarę dokładamy na nią kolejny zakład by kurs był większy i jej "pomóc" i nie zaprzepaścić naszych analiz, by było bardziej "warto". Mam nadzieję, że wśród nas takich nie ma, graczy irracjonalnych. Romantyczne przywiązanie...
Dobry gracz powinien szanować każdą złotówkę. Stale wygrywając, ciesząc oko dodatnim bilansem konta co dzień, po wygranej 100zł przegrywamy 50zł. Co wtedy? Gramy dalej mówiąc, to napiwek, lub na koszt firmy. Po serii porażek rośnie zniechęcenie, wykazujemy mniejsze skłonności do ryzyka. Ale, są i tacy, którzy chcą się odegrać. Gracze aktywni nie unikają ryzyka, "inwestują" coraz większe kwoty, by się zwróciło, z nawiązką. Hmmm? Progresja... Tak, irracjonalna, wielowątkowa i odniesiona na gracza, koniecznie szybka. Właściwie, to zwykłe ako z progresywnie rosnącą stawką... Przy progresji, właściwie progresjach pojawia się skłonność do zamykania gier zakończonych bilansem dodatnim, jako sprawy załatwionej. Dlaczego? Proste: duma z powodu zysku i obawa przed stratą. Przy stałych porażkach gracz aktywny robi się bardziej chaotyczny emocjonalny i dosłownie oddaje wszystko.
Mam nadzieję, że zaciekawiło Was to streszczenie i jak zwykle pojawią się komentarze i gotowość do dyskusji, a Gościowi, że lepiej się czytało i "fala robaczków" wygląda estetyczniej;) Też komentuj i dziel się uwagami. A dziennik? Inny miał być i przydatny. Przy okazji: co to jest to pod postem, HP MP EXP i skąd się biorą te słupki?
Może razem zbudujemy z klocków naszych doświadczeń model idealnego gracza. Zapraszam do komentarzy.
- michal31
- Posty: 1484
- Rejestracja: 11-10-2007, 10:15
Troche psychologi tytułem wprowadzenia
Grając w gry hazardowe(niech już będzie
Kursy na giełdzie moga iść w dwóch kierunkach-w góre lub w dół. Wydawałoby sie że Twoje szanse na wygraną wynoszą 50/50. A jednak 90% ludzi grajacych regularnie na giełdzie, samodzielnie, bez pomocy doradców, na dłuższą metę traci. Czemu? Nie dlatego ze prawdopodobieństwo działa przeciw nim-przegrywaja bo wybieraja złą strategię.
P.S.
to wskaźniki obrazujące, najogólniej mówiąc, Twoją aktywność na forum. Np czas odpowiedzi na posty, ilosc postów w ciągu jednej wizyty na forum itd.HP MP EXP
- Prosiaczek
- Posty: 3015
- Rejestracja: 12-03-2009, 16:56
W ofercie bukmacherów są błędy, gram kosza od dłuższego czasu, potrafię coś złapać nawet tylko z tabel, ze zmiennym szczęściem oczywiście, bo ja podobnie jak oddmasterzy serwujący kursy mogę się pomylić, lub jak klasyczny gracz zasugerować swoim przekonaniem. Co do tej wschodniej egzotyki zdania są podzielone. Pojawia się tendencja podobna do Twojej i nie tylko. Bukmacherzy mają tam niezbadany rynek, ale też i tam łatwiej o grube wałki takie jak próby przekupstwa i podłożenie kursu grającemu. Mówię tu o jawnym sponsorowaniu sportu tego małego po cichu i tego wielkiego jawnie, a pokrętnie. Czy zaufać Kace wskazującego palcem niebo, czy skupić się na Jego piersi?
Co do kasyna to prawda, zarabia 2%, ale zawsze ma przewagę nad graczem wzmocnioną limitami stołów... Tam szybciej obraca się pieniędzmi, z wiadomym skutkiem. Z kasyn trzeba wiedzieć kiedy wyjść.
Dzięki za wizytę. Do następnego i powodzenia.
- bazz
- Posty: 168
- Rejestracja: 18-09-2008, 15:28
Fakt, miałem dość długą przerwę w graniu i z tego co zawsze pamiętałem, zawsze kursy były niższe w bahu niż np w fortunie. Teraz jest na odwrót, można znaleźć bukmachera internetowego który płaci za wygraną np Polski z Irlandią 2.2, a nasi naziemni płacą po 2.1 Należy oczywiście pamiętać o tym, że tutaj w Polsce potrącą dla nas naziemni bukmacherzy 10% od stawki (przynajmniej tak jest w fortunie). Więc przy kursie nawet takim samym [2.2] i stawce 1000 zł u naziemnego bukmachera wygramy: 1980 zł u internetowego 2200 zł. Różnica jest dla mnie ogromna !
Nie namawiam, ale jeżeli ktoś gra dość często u bukmachera to dużo lepiej jest wpłacić te pieniądze do jakiegoś buka i tam się wzbogacać
Nie wiem jak jest w innych krajach, osobiście jak byłem w Austrii to tam spotkałem się z lepszymi kursami w porównaniu z fortuną i co najważniejsze nie ma pobieranej żadnej prowizji.
Zapomniałem jeszcze dodać, że tutaj przy wygranej powyżej 2 tys. (nie pamiętam jaka to dokładnie kwota) zabiorą nam podatek od wzbogacenia ...
Jeżeli Vince Black, zdecydujesz, że post odbiega od głównego kontekstu Twojego dziennika, daj znać a usunę post.
Pozdrawiam
- Prosiaczek
- Posty: 3015
- Rejestracja: 12-03-2009, 16:56
Dzięki Bazz za odwiedziny, zostaw post`a w spokoju.
...Pewnie, że się nie opłaca. Singli to już w ogóle. Ja też uważam, że 0,9 to skandal i rozbój w biały dzień. Niestety, takie mamy prawo, że i za szczęście trzeba płacić... Ale w Austrii powinno być podobnie jak u nas, bo bet-at-home-brak-polskiej-licencji! nie byłby bez powodu zarejestrowany na Malcie... Dolna wygrana, którą obejmuje dodatkowy podatek to z tego co pamiętam 2290zł (zapytaj u naziemnego, wiedzą najlepiej). Co do tego jak to nazwałeś podatku od wzbogacenia uciekasz tak: nie kupon za "2000zł"...... tylko jak już tak grasz, to 10 kuponów takich samych po 200zł. Podatku nie zapłacisz, od ewentualnej wygranej.
Część ludzi jednak woli grać w np. STS, traktując kupon jako dowód zakładu... i zabezpieczenie. Na internet dalej patrzy z niedowierzaniem. Sposobem dla tych grajków niedowiarków jest granie systemów... 0,9 to cichy zabójca progresji, ako 2,00, zawsze się coś urwie... Dlaczego system, też jest 0,9? Na np. 3 blokach tylko raz Cię mnożą przez 0,9... ale więcej trzeba postawić (bloki pozwalają na błędy... jak masz staranne analizy masz większe szanse się prześliznąć... mówię to na moim przykładzie, bo gdy gram ako, to gubi mnie max. 2-3 mecze)... Nie będę się rozwijał nad tym... Net jest lepszy (szybciej i bez podatków), ale trzeba bardzo uważać (na expekt-brak-polskiej-licencji!!!!, od dziś mam starcie ze Sportinbetem, zobaczymy jak się zakończy). Kiedyś pewnie wrócimy do tematu.
Polska... Co do zakładu na naszych... Nigdy nie gram sportów "emocjonalnych, czyli subiektywnych" tak by coś poważnego ugrać, nie traktuję ich jako ewentualnych wygranych. W analizie nie jestem wtedy obiektywny, przeceniam swoich.
Nie chcę się wymądrzać, ale napiszę: założyłem się z kumplem o piwo na bramkowy remis, i przekonanie, że będzie czerwona kartka.... To były moje typy, nigdzie ich nie zagrałem. Piwo? I tak na zmianę kupujemy kolejki, więc bez żalu... Nie weszło nikomu, a na zmianę kupowaliśmy dalej. Popiliśmy sobie, było fajnie, wynik był nie fajny, ale potem medialność panów Krzynówka i Jelenia osłodziła nam wieczór... Rozpisuję się nie na temat.
Do rzeczy, prawdziwa analiza powinna wyglądać tak: Obie drużyny "muszą" wygrać, Boruc - number one, skłócony w klubie, obiekt drwin na Wyspach, motorki na skrzydłach - Błaszczykowski po kontuzji, chłopak z cukru, znów się ledwo rusza, Krzynówek - ławka w klubie, Jeleń, Saganowski - ok. Czyli mamy atak bez pomocy... No i ten nasz Leo... Mecz na Wyspach. Cała reprezentacja rywali na co dzień trenuje w klubach ligi angielskiej, ich napastnik strzela bramki "na zawołanie", z Polakami pewnie zagrają z kontry, więc i uwaga dodatkowo na stałe fragmenty. Mądrzę się bo po meczu... ale czy i Inni tego nie wiedzieli przed meczem? Zakład miał "pomóc" naszym? A co to miało być? Ofiara na wygraną?
Teraz pytanie: szczerze kibicujesz? (To nie graj) Drugie: Gdybyś był innej narodowości jakbyś zagrał, na Polskę? A, to sorry... Ja nie, wolę zdrowo pokibicować ze znajomymi Polsce, i postawić jak muszę na coś innego.
Bez urazy, sam też się podpalam, wczoraj wierzyłem mocno w Roberta... kto wie co by było gdyby nie ten błąd na torze. Może ogoliłby i Buttona? Gdybać nie będę, ale zagrałem z sympatii... De facto - wtopiłem. Czyli ofiara:) Nikt nie jest doskonały, ale każdy błędy musi minimalizować...
To tyle wywodów odnośnie meczu, który miał zapewnić paszporty irlandzkie kadrze... Wszystko w Belfascie przekreślili nasi... kibice. Nie ugrali piłkarze ani punktów, ani drugiego obywatelstwa (a tak dobrze poszło na boisku), nam humory się też nie poprawiły... Część osób straciła dodatkowo kasę w zakładach, ale najbardziej szkoda Polaków, co za chlebem musieli jechać na Wyspę, i teraz długo będą utożsamiani ze stadnym bydłem, które zamiast muuuuczeć - kurwia.
Pozdrowiam.
- Prosiaczek
- Posty: 3015
- Rejestracja: 12-03-2009, 16:56
Progresja to system stary jak świat, znamy prawie wszystkim graczom. Polega on na takim systemie stawkowania, by po ewentualnej stracie, w następnym progu, przy odpowiedniej stawce wygrana pokryła straty na niższych progach i dodatkowo przyniosła upragniony zysk. System progresywny stawia grającemu jeden warunek: zasobne konto!!!
Klasyczna progresja polega na systematycznym i konsekwentnym graniu na remis wybranej drużyny, w wybranej klasie rozgrywek (najczęściej ligowych, z pominięciem spotkań pucharowych, (czemu tak? sam nie wiem, ale tego większość graczy się trzyma)). Remis przez większość firm bukmacherskich wyceniany jest kursowo na średnio 3,00. Przykład tego sezonu, Sporting Gijon, to demaskator słabości systemu... Więc osobiście dziękuję i nie polecam gry na X nikomu.
Kiedyś, na innym forum, na którym się udzielałem przedstawiłem parę innych sposobów gry systemem progresywnym. Czemu by i Wam tych odmian nie zaprezentować? Oto one:
Dużo pewniejszą, a korzystniejszą jest gra progresją na wygraną faworyta 1 bramką, płatną lepiej, bo od 3,60 do 5,50 nawet!!! Faworyt, jak faworyt, ma wygrać więc może i jedną bramką, nie? A jak większość z nas obserwuje taki scenariusz jest dużo częściej spotykany niż klasyczny remis (mój team wygrywa lub przegrywa odpowiednio 1 golem)... Przy zachowaniu mnożnika 2 w systemie stawkowania ewentualne zyski są znacznie większe. Nie zachęcam do gry, ale do testu na sucho na kartce, jak najbardziej, nie znam nikogo, komu by to zaszkodziło.
Wymagana zasobność finansowa w silnie obsadzonych ligach europejskich to możliwość zagrania przez typera 8-miu progów, to najczęściej wystarcza... Więc chyba lepiej niż w przypadku klasyków progresji...
Niestety, i ten system gry nie jest idealny... bo spada w tym przypadku matematyczne prawdopodobieństwo trafienia, wcześniej mieliśmy 33,(3)% szans, a teraz progresywnie polujemy dosłownie na wyniki: 1:0, 2:1, 3:2, 4:3 rzadziej itp... Więc to też nie do końca to, ale statystycznie częściej obserwowane od remisu.
Analizami, układami równań szukałem betów, które zwiększą matematyczne szanse gracza i wpadłem na pomysł by grać system, który nazwałem progresją równoległą. System ten wg moich ustaleń polega na grze dwóch pokrewnych, ale wzajemnie wykluczających się zakładów:
1. porażki faworyta (wycenianej zawsze powyżej 2,20) i remisu (średnio 3,00) z mnożnikiem progów stawkowania równym 3.
2. zwycięstwa faworyta (3,60 - 5,50) i jego remisu lub porażki, też mnożnik 3.
3. hokej: wygrana faworyta 1 bramką (5,00 do 7,00) i jego remis (4,00-6,00) lub porażka (powyżej 2,40). Mnożnik progów też znowu 3.
Co się dzieje później? Jak wygrywasz zaczynasz od nowa od pierwszego progu, lub idziesz na następny jak nie weszło, proste;) Grałem jakiś czas tym systemem, ale jego dochodowość (tak, tak:)) nie byłą zadowalająca w czasie, szukałem dalej...
Przykład:
Gramy drużynę A.
1 próg: A-B za 1j na wygraną drużyny B, 1j na remis 1j
2 próg: C-A za 3j na C i za 3j na remis
3 próg (powiedzmy weszło, bo szkoda miejsca...) A-D za 9j na D i za 9j na remis.
Padł remis: wkład: 26j, wygrana (niech będzie 3,00 kurs) 27j , przyznacie że miernie do przodu, szkoda czasu. Ja grałem hokeja, nie piłkę nożną, ze względu na wyższe kursy, ale to też nie było to.
Skupiłem się na handicapach i zakładach under/over wycenianych w zależności od firmy bukmacherskiej i jej marży od 1,80 do 1,91. Tu prawdopodobieństwo trafienia wynosi już 50% jeśli grać single... Przy takiej strategii mnożnik progów stawkowania obowiązkowy to 3. Kolejny zakład można zagrać, gdy znamy wynik poprzedniego progu. Systemik ten nazwałem progresją z odniesieniem na gracza (!). Czemu? W różnych wcześniej opisywanych odmianach gry to my zakładaliśmy, że jakiejś drużynie się coś wreszcie uda... Więc czy nie możemy założyć, że i my wreszcie trafimy? Przecież z równoległej płaszczyzny i drużyna, lub ktoś obcy mógłby grać progresywnie, że i ja wreszcie wygram...
To bardzo dobre założenie, ale i bardzo trudne w osiągnięciu, jak się okazało po moim ostatnim bankrucie, ale wiem gdzie zrobiłem błąd. Należy z góry ustalić sobie 7 kolejnych progów na ewentualne gry, bez żadnych zmian w trakcie gry kolejnych etapów, lub kurczowo trzymać się underu bądź overu, hcp+ lub hcp-!!! Bez analiz, bez statystyk, tylko ślepo grać, co się wcześniej założyło. Tu statystyka i analiza gubi, a kolejne progi wprowadzają nawet podświadomie w głowę typera jakąś niepewność, gdy gra się większą stawką, gdy poprzedni zakład nie wszedł. Kusi wręcz, by zagrać wbrew wcześniejszym założeniom, bo nie weszło ostatnio... i znowu jest źle. Jak zakłada nazwa systemu, nie musimy trzymać się kurczowo jednej drużyny, możemy sobie "skakać" po ofercie buka, bo chodzi w zakładzie o gracza i jego wygraną, a nie o drużynę! Zyskujemy więc ogromną szybkość (czasem nawet 4 progi dziennie), doprowadzamy do wyrównania szans bo matematycznie jest fifty/fifty na trafienie!
Część wytrawnych graczy, operujących grubszymi kwotami w grze progresywnej na wyższych progach celowo zaniża stawki, i zadowala się ewentualnie tylko zwrotem, by móc podejść kolejny raz. Dlaczego? Najlepiej obrazuje to krzywa Gaussa, która mówi w wielkim uproszczeniu, że średniaków w każdej populacji jest najwięcej. Podobnie jest z zakładami i jeśli progresja tego typu wchodzi, to też najczęściej średnio na 3-4 progu.
Tyle najważniejszych rzeczy odnośnie progresji. Zapraszam do komentarzy, uwag i dyskusji. Mam nadzieję, że zaciekawiło Was to odrobinę i zaowocuje jakimiś uwagami z Waszej strony.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości
Kopiowanie calosci lub fragmentow bez pisemnej zgody zabronione. Strona jest kierowana do uzytkownikow polskojezycznych zamieszkalych w krajach, w ktorych korzystanie z Serwisu jest zgodne z prawem. Wiadomosci prezentowane w serwisie sa dozwolone wylacznie dla osob podlegajacych jurysdykcjom prawnym, w ktorych uczestnictwo w grach hazardowych online jest legalne. Korzystajac z serwisu, uzytkownik deklaruje wobec administratora, ze uczestnictwo w grach hazardowych online jest w jego jurysdykcji dozwolona i ponosi pelna odpowiedzialnosc za prawdziwosc zlozonego przez siebie oswiadczenia.
Na terytorium polski zaklady wzajemne moga oferowac jedynie te podmioty, ktore posiadaja zezwolenie na urzadzanie zakladow wzajemnych. Zawieranie zakladow u bukmacherow, ktorzy nie posiadaja licencji Ministerstwa Finansow na zawieranie zakladow wzajemnych jest zabronione i grozi konsekwencjami prawnymi. Serwis jest przeznaczony tylko dla osob, ktore ukonczyly 18 lat. Korzystajac z serwisu, uzytkownik potwierdza, ze ma ukonczone 18 lat.Polityka prywatnosci