BEZ ZNIECZULENIA

Miejsce w którym możesz sobie założyć własny wątek i na bieżąco dzielić się swoimi sukcesami, porażkami i przemyśleniami.
Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

BEZ ZNIECZULENIA

Post autor: Prosiaczek » 09-01-2012, 00:11

Nie wiem jak zacząć prowadzić ten dziennik by z góry przez cadyków nie zostać posądzonym o hipokryzję, więc i od pierwszego zawahania zacznę. Nie wiem. Czy się to podoba, czy nie, uznałem że coś takiego jest potrzebne i tutaj. Po prostu trzeba i z takich rzeczy zdawać sobie sprawę... Wczuć się. Właściwie, to osobiście nie będę pisał nic, a raczej cytował ludzkie obawy, nadzieje, strach, problemy, prośby... Od czasu do czasu pozwolę sobie na drobny komentarz.

Wiem co kierowało mną, co kieruje Wami - i wiem też, że jest to dokładnie to samo. Jednak prawie każdy z nas do tego celu obrał inną drogę.

Cytowane posty są dużo bardziej wartościowe od analiz meczów, dojrzalsze, bardziej szczere... Oczywiście wszyscy bez wyjątku wiedzą czym to pachnie, że trzeba uważać, że nie ma pewniaków, że progresja to bankrut, a giełda może paść i nie zamknę rynku.

"Po kiego to tu wklejasz, przecież wszyscy wiedzą skąd te cytaty i tam mogą je przeczytać!" Odpowiadam z góry - nie wszyscy, a już na pewno Ci zagrożeni są ostatnimi, którzy po nie sięgną. Dlatego.

Jeśli dalej uważacie ten dziennik za zbędny chciałem po prostu "dać" forum "coś nowego". Owocnej lektury, albo inaczej - wysokich wygranych.

PS. Jestem na minus.
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 09-01-2012, 00:15

Witajcie!

Jestem nowa, potrzebuje wsparcia, a raczej komus sie wyzalic! Prosze was o pomoc co mam robic co czynic aby pomóc MĘZOWI

Przepraszam za błędy za styl pisowni itd. od poczatku napisze wam jak i co

Meza poznalam 6 lat temu.... bylismy para 2 lata, po slubie jestesmy 4 mamy dwojke dzieci.Cora ma juz 3 lata a syn 2 tygodnie

Wiedzialam ze moj wtedy chlopak gra w maszyny,sadzilam ze to nic zlego nic strasznego , bylismy po slubie tez go przylapalam na drobnych w portfelu. Moj maz pracuje do poznych godzin , jedna praca do 16 po 16 zalatwial sprawy zwiazane z druga praca wiedzial gdzie co i jak czemu tak pozno wraca tez mi sie zawsze tlumaczyl dzwonil ze jest tu czy tu, nic podejrzanego nie zauwazylam. robilam mu tylko awantury ze pozno wraca ze corka teskni za nim ze nie widzi jak rosnie itd. te pozne powroty nie byly czeste w tygodniu naprawdę. na tydzien moze 3 , 4 razy. Najgorsze jest to ze nie bylo po nim widac,no czasami byl przygnebiony wracal nie chcial jesc , szedl spac. sadzilam ze jest wymeczony praca. Stasznie mnie to boli ze nasza coreczka ktora jest starasznie za tatusiem ktora tak wyczekiwala tatusia nie miala go bo on wolal siedziec z je.... maszyna:(

dowiedzialm sie 2 tygodnie temu.... pojechalam rodzic do szpitala, wracam srawdzam historie wejsc do netu, a tam artykuly o jednorekich bandytach, adresy mitingow itd. wsciekalm sie, kiedy zrobilam mu awanture o to to byla niedziela nie odzywal sie do mnie pojechal do kosciola i po powrocie powiedzila ze dobrze ze sie dowiedzilam bo mial mi powiedziec.... pytanie kiedy? za kolejny rok ? usiedlismy spokojnie i zaczelismy rozmawiac, on mi powiedzial ze to gorsze jak uzaleznienie od alkoholu, ze chce chodzic na spotkania dla ah ze przy tej chorobie to ma sie mysli samobojcze, pozniej zaczelismy szukac cos na ten temat znalazlam ta stronke , przeczytralam kilka wypowiedzi i sie zalamalam, pytalam go dlaczego! czy nie myslal wtedy jak gral o nas o corci ze mogl sie z nia bawic itd , on odparl ty nic nie ROZUMIESZ !!! zaczelam analizowac wszystko , te czeste zadluzenia, ciagle pozyczanie pieniedzy , nie oplacone faktury i borykanie sie skad wziac na oplaty za telefon przeczkole itd. wszystko skaldam w jedna calosc i to tak boli , czuje sie jakbym dowiedziala sie ze moj moz jest smiertelnie chrory.... zamiast CIESZYC SIE NARODZINAMI DZIECKA TO JA CIAGLE RYCZE , jest mi tak ZLE TAK MI STRASZNIE CZUJE SIE FATALNIE, jakbym wyszla za nie tego czlowieka, gddzie moj maz ktory wydawal mi sie taki dobry , pracowity ... przez tyle lat mnie oszykiwal, a ja glupia wiezylam mu we wszystko, wracal i patrzyl mi w oczy rozmawial bawil sie z corka a przed chwila wrocil i zostawil kupe kasy w maszynach... mam wrazenie ze go nie znam na tyle co sadzilam.

LUDZIE NIE WIECIE JAK MI JEST ZLE, chcialabym powiedziec komus bliskeimu o tym ale komu, nie chce zeby ktos z rodziny wiedzial....czuej sie jakb juz nic nie bylo takie samo jak kiedys... boje sie o dzieci ze bede musiala im odebac ojca, nie wiem czy bede umiala mu jescze uwierzyc, nie chce zeby dzieci cierpialy przez niego , corka ciagle pyta mamo czemu placzesz,a ja nie umiem poprostu nie umiem sie z tym pogodzic.

Zapisalam meza na terapie byl we czwartek nastepne spotkanie ma za tydzien,szok ze chce chodzic.... pytam go a sam z postanowieniem nie dasz rady , odparl ze nie...

POWIEDZCIE mi jak ja mam z nim rozmawiac, czy pytac co dzien czy GRAŁ?
przychodzi godzina 16 a ja juz rycze ze po pracy pojechal grac, a o dziwo po pracy przyjezdzal przez te 2 tyg prosto do domu, bwil sie z corka,ale widzialm ze jest nie swoj..nie umial sie odnalezc.
Dzis mial sprawe do zalatwienia dzwonie do niego z pytaniem jak tam on krzyczy na mnie ze go kontroluje ze to juz jest meczące, ze przeginam juz... JAK Z NIM ROZMAWIAC
Chcialabym zapytac czy go nie ciagnelo przez ten tydzien ale sie boje, ze naprawde przesadze i sie wscieknie i pojdzie grac.... JAK MAM Z NIM ROZMAWIAC???????

Czytalam list hazardzisty, sluchalam wypowiedzi PANA MARKA HAZARDZISTY czytam w wolnej chcwili wszystko co zwaizane z tym i jeszcze bardziej rycze bo sie boje nie chce aby moje dzieci kiedys uslyszaly wiesz nie dam ci na lody bo nie mam....a moj maz zle naprawde nie zarabia.... co mam robic!

Jeszcze co mi przychodzi na mysl.... wiem skad u niego brak chceci na sex, na rozmowe, zawsze musialam od niego wyciagac informacje. BOZE ZE TO TYLE CZASU TRWALO ZE JA NIE WIDZIALM WCZESNIEJ CO TO JEST HAZARD, JAKIE MA SKUTKI, STRACILAM MEZA I OJCA DZIECI .... PRZEZ MOJE SLEPE ZAKOCHANIE W NIM TYLKO DZIECI CIERPIA NIE UMIEM NORMALNIE ZYC , CIAGLE MYSLE O TYM WSZYSTKIM.

POWIEDZCIE PROSZE mam z nim rozmawiac o tym czy nie? ostatnio mial troszke pieniedzy przy sobie ial jechac do kogos, zaczelam plakac wiedzial ze sie boje ze zagra, powiedzial do corki choc pojedziesz ze mna bo mam zaraz sie zaplacze, pojechali ale przeciez nie przez cale zycie bedzie jezdzil z corka....


POMOZCIE PROSZE!!!
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
quares
#Weteran
#Weteran
Posty: 5910
Rejestracja: 15-06-2008, 22:15

Post autor: quares » 09-01-2012, 07:04

bardzo trafna idea stworzenia dziennika. Szczególnie "świeżyna" powinna zapoznać się z zagrożeniami jakie niesie za sobą uzależnienie od hazardu. Niestety realnie oceniając mało kto zdaje sobie sprawę co dzieje się z psychiką człowieka, gdy ten wpada w sidła hazardu. Oby ten dziennik miał działanie pedagogiczne. Ja podpisuję się pod tymi "obiema ręcami"

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 09-01-2012, 10:18

Nie sądziłem, że tak szybko znajdę czytając tę stronę tak mi bliski temat. Wysokie stawki, handel wynikami... Jestem o tyle w korzystniejszej sytuacji, że mam sztywny limit, że przenigdy nie wziąłem kredytu. Moim jedynym problemem jest inna cena, którą za to płacę - tracę czas, bezcenny, który mógłbym oddać innym zajęciom czy rodzinie. Czas to przecież pieniądz.

Poznajcie kolejną historię (pozwolę sobie, po niej podać kilka odpowiedzi na zwierzenia usera ToMnieNiszczy):
witam
mam 24 lata...bylem tutaj jakies 5 miesiecy temu..od tego czasu nic sie nie zmienilo nadal gram...oprocz tego ze dlug wzrosl z 30 tys do 90 ;/
Nie wiem juz co robic..nieldugo nie bedzie mnie stac na raty...jedyne wyjscie zeby splacac to dalsza gra....ale jak wiadomo co wygram to itka pozniej przegram.
w pol roku z bogacza stalem sie bankrutem...jest mi okropnie wstyd...strasznie boje sie odpowiedzialnosci...rodzice jak sie dowiedza zabija mnie...jestem w sytuacji bez wyjscia...gdybym nie mial tak dobrej kobiety to pewnie juz dawno by mnie na tym swiecie nie bylo. jak sobie pomysle co za te pieniadze moglbym kupic to mnie krew zalewa....po tym ak mialem 30 tys dlugu przyszla super passa gdzie w tydzien wygreame 40 tys...mialem oczywscie wszystko splacic...nie zdarzylem//kolejne 2 tyg to passa klesk i 70 tys wyrzucone w bolot...ppzniej na 1.5 miesiaca sie trche opamietalem i znow zagralem czytm stracilem kolejne 20 tys. gram od 8 lat ale wtedy to bylo na stawki rzedu 100-200 zl... wtedy zmiany w psycicena epwno jakies byly i btyl objaawy hazardu ale nie myslalem nihgdy ortym zeby z tego zyc...dopiero jak zaczalem wygrywac wieksza kase regularnie nowym ssystemem uwierzylem ze moge z tego zyc no iwciagnelo mnie na dobre, niestety nie mam charakteru do utrzymnia rygoru grania na tych samych regulach d poczatku do konca ii wiem ze musze z tym skonczyc. ...przez 3 miesiace wygrywalwem regularnie dzien w dizen pieniadze...to uspilo mojaczujnosc bo juz mysalem ze jestem nie omylny w typowaniu wynikow...i sprzedawaniu ich w odppowdnim mommencie. wszystkie piniadze ktore wygrywalem regularnie przez 3 miechy przegralem w frajerski sposb w ciagu 5 dni. nie moglem sie z tym pogodzic...co jakis czas wracalem i probowlaem dalej ale znow przegrywalem...w koncu szczesciesie domnie usmechnelo i odrobilem wszykie straty....ktore krotko pozniej szzybko stracilem...to mi usiwadomilo ze jestem Hazardzista. Wszystko przez to ze po 8 latach gry wynazlaem nowy system gry i przez 3 miesiace dzien wdzien wygrywalem pieniadze...wciagnelo mnie juz na dobre...wciaz mysle ze sie odegram...ze kiedys musi przyjsc kolejna passa...a w podiwsomosci wie mze nawetjakrpzyjdzie to itka pozniej to wszytko znow strace. Pamietam jak dzis jak sobie mowilem :ten system to ostatnia rzecz kotra stosujesz w zakladach jak nie wypali DAJESZ SOBIE RAZ NA ZAWSZE SPOKOJ z buknmacherka...bo za duzo nerwow a znikome zyski. PECH CHIAL ZE TA osstania szansa stala sie droga do uwierzenia w siebie i w swojich umiejtosci po tym jak stan konta z dnia na dzien byl coraz wiekszy....czy bog tak chcial zebym w tej ostaniej probie zlapal mnie w pulapke ktora sie nazywa HAZARD ??
chcialbym uciec jak najdalej z domu nikomu nic nie mowic i grac dalej...jak sie nie uda trudno...garsc tabletek albo stryczek...juz naprawde nie widze innego wyjscia...nie wyobrazm sobie powiedziec rodzica o moim problemie o uzalenieniu jeszcze pol biedy ale nie o tych dlugach !!
poszedlbym na terapie ale jak pomysle otych dlugach wszytkiego mi sie odechciewa. kur... 8 lat gralem i nic....a teraz w pol roku znisczylem sobie zycie. nienawidze tych sstanow euforii jak wygrywam czuje siejak krol pan swiata...wielki bogacz kur...a pozniej zalamka i mysli ze jestem jeb...nieudacznikiem. jestem kompletnie rozbity psyxhicnzie i fizycznie tez juz coraz bardziej...niemam checi do walki i do zycia...mam chore mysli....przeciec rodzice zawsze mieli ze mna problemy a nie z moim rodzenstwem...jak skoncze ze soba to poplacza pare dni a pozniej wsztyko worci do normy...i beda zyc dalej ale bez tego problemu czyli mnie...mysle ze moja smierc dala by duzo dobrego...
i przeraza mnie mysl ze bardziej boje sie odpowiedzialnosci niz smierci....
witaj
tomnieniszczy napisał(a):
"jedyne wyjscie zeby splacac to dalsza gra....ale jak wiadomo co wygram to itka pozniej przegram."
pieniądze przegrane są stracone- gdy zacząlem tak myśleć łatwiej było zatrzymać tą karuzelę destrukcji. Sam odpowiedziałeś sobie - " ile byś nie wygrał, to chciwość, chęć łatwego życia bez większego wysiłku, poczucie mocy, zaimponowania innym nie pozwoki zatrzymać tych pieniędzy .
tomnieniszczy napisał(a):
"jak sobie pomysle co za te pieniadze moglbym kupic to mnie krew zalewa..."
Myśłąc co mógłbym mieć za to co ewentualnie wygram miałem pewność że :wakacje spędzę na wyspach kanaryjskich, kupiłem działkę, projekt, gmina, geodeta/wszystko dopięte tylko się budować/ i szlag wszystko trafił. Oczywiście robiłem to sam bez porozumienia z żoną , bo co ona , to ja jestem de beściak. Odkąd nauczyłem cieszyć się z tego co mam a nie smucić z tego co mógłbym mieć- żyje mi się lepiej.Aleksander Sołżenicyn napisał: "Nie szukajcie tego, co złudne - majątku, tytułów; żeby to zdobyć człowiek strzępi nerwy przez dziesięciolecia, a traci to w ciągu jednej doby. Żyj z poczuciem spokojnej wyższości nad życiem, nie bój się biedy, nie żałuj straconego szczęścia, przecież i tak - ani goryczy do dna, ani słodyczy do pełna. Już tego dość, że nie marzniesz, że głód i pragnienie pazurami nie rwą ci wnętrzności. Jeśli masz nieprzetrącony kręgosłup, jeśli obie nogi jeszcze chodzą, obie ręce się ruszają, oboje oczu widzi, a oboje uszu słyszy - to, komu tu jeszcze zazdrościć? po co? Zawiść zżera w końcu samego zawistnika. Przetrzyj oczy, przywróć czystość sercu - i najwyżej sobie ceń tych, którzy cię kochają, którzy ci dobrze życzą. Nie krzywdź ich, nie obrażaj, z nikim z nich nie rozstawaj się w gniewie; toć nie wiadomo, czy to nie ostatni twój uczynek i czy nie taki twój obraz zostanie w ich pamięci!... do mnie to przemawia
tomnieniszczy napisał(a):
jak skoncze ze soba to poplacza pare dni a pozniej wsztyko worci do normy...i beda zyc dalej ale bez tego problemu czyli mnie...mysle ze moja smierc dala by duzo dobrego...
tego nie wiesz i myśłisz tylko o sobie- uciec/strach, złość, cierpienie.../Czy pomyślałeś o ich uczuciach, czy ktoś z twoich najbliższych nie dostanie np. zawału... jak byś się czuł gdyby twoje dziecko popełniło samobójstwo, dziecko które bardzo kochasz? Pomyśł o tym i bądź autorem swoich czynów. Pomału wszystko się zacznie układać. Ucieczka nie jest wyjściem, nie ucielkniesz przed sobą.


Kolejna odpowiedź:

tomnieniszczy napisał(a):
...jestem w sytuacji bez wyjscia..

Nie jesteś w sytuacji bez wyjścia.Cały czas (nawet w chwil gdy to czytasz)coś robisz(działasz). Rozmyślasz ,szukasz możliwości wyjścia z kłopotów,a potem podejmujesz jakieś decyzje.Po jakimś czasie(czasem nawet po latach) pojawiają się konsekwencje tych decyzji.Czasem zdarza się tak ze z jakichś względów nie możesz obiektywnie ocenić sytuacji(silny stress,choroba,celowe wprowadzenie w błąd przez innych,itp) i podejmujesz wtedy błędne decyzje.Aby tego uniknąć, moim zdaniem, najlepiej znaleźć ludzi, którzy przeżyli to samo,zobaczyć jakie podjęli decyzje, i jakie to przyniosło skutki.Wyobraź sobie ,że ok 5 lat temu byłem w takim stanie psychicznym, jak Ty teraz (wnioskując z tego co napisałeś),a dziś choć z oporami to powoli odzyskuje pogodę ducha.Kiedyś usłyszałem że hazardzista ma aż 4 wyjścia: więzienie( w końcu zacznie kraść ) ,zakład psychiatryczny(nie wytrzyma ''ciśnienia'') śmierć(samobójstwo albo z ręki wierzycieli), albo leczenie.Ja wybrałem to ostatnie i to była dobra decyzja.Wybieraj i Ty (i pomiataj, brak wyboru jest też wyborem)
Pozdrawiam


Dalszy ciąg zwierzeń ToMnieNiszczy:

dzieki za rady...ja juz nieiwem co robic mam dlug 90 tys... od 3 dni siedze i sledze wyniki i cialge mysle o tym zeby zagrac...od rodziny juz siedawno odworcilem...w domu praiwesienie odzywam..robietylko to co mi ojciec kaze w firmie i od razu siadam do kompa zeby obesrowwac wyniki....pozniejka sobie wglowie wkrece ze ten pewnie wygra i nie obstawie....wkurzam sie ze nie obstawilem...ze znow zaklad poszedl po mojej mysli....ale boje sie obstawic bo zostalo mi tylko 4 tys zl...a raty mam 1800 zl. mysle tylko o obstawniu va bank ani mi sienieche myslec o graniu zeby zminimalizowac straty mimo ze mam noz na gardle....mysli samoobjcze non stop....wystrczy ze kots z rodziny powie mi zecos zorbilem zle zworci mi uwage od razu mam mysli ze jestem NIEUDACZNIKIEM i musze ze soba skonczyc a mysl jak sie rodzice dowiedza ile mam dlugo mnie przeraza i wiem ze ojciec niezle mnie spier....i nie zrozumie tego ze jestem chory tylko bedzie gadal ze za malo mam roboty....a dla mnie to nie ma znaczenia ilewdanym dniu jestem zmeczony i chocbym padal zawsze pojde do kompa zeby cos obstawic. kompletnie nieiwme co robic....ten proces niszczenia mnie trwa od jakis 10 lat....czyli od 14 roku zycia...ale punnkt kulimiacyjny nastapil jakies pol roku temu. nie mamjuz kompeltnie zadnej pasji....kiedys mialem wiele rozne sporty, silownia byly na porzadku dziennym...prze te 10 lat oczywiscie jakby policzyc to bylo z 4 lata abscynencji ale to 10 lat temu obstawilem 1wszy zaklad. a pol roku temu zaczalem grac za stawki ktore pprzekrajacza moje molziwsci finansowwe i tez zacialgem 1wszy dlug na hazard. Ostrzegam wszytkich co mysla ze nigdy nie wpadna..ja przez 9.5 roku jakos sie trzymalem...wystrczylo pol roku zeby byc na dnie. obecnie od pol roku jej maks 2 posiliki dziennie....nie mam ocohty na wiecej.....nic juz dla mnie niema znaczenia...schudlem 20 kg.....a jak ide na dyskoteke to ludzie sie pytajaj co z toba gdzie te miesnie ?? nie wal tej fety...czuje sie wtedy strasznie... oczywiscie narkotykow nigdty w zyciu nie ruszylem.....a jak widac nie tylko one moga znisczyc czlowieka z rownie duza skutecznoscia...pieniadz stracil dla mnie wartosc....nie potrafie sie otrzsnac zmysli ze jeszcze pol roku temu bylo mnie stac na co chcialem a dzis niestac mnie na nic. PAMietam jak 3 miesiace temu majac dlug 30 tys poszedlem do osrodka zapisac sie na terapie....dala mi wtedy kartke kogo upowazniam do akt leczenia w przypadku mojej smierci....usmiechnalemsie wtedy i pomysalem kur... bez jaj przeciez az tak zle ze mna nie jest...dzis dlug mamm 90 tys i wstyd mi jak cholera pokazac sietam drugi raz. moje zycieto hazard wszytko podpoaczrkowuje jemu....jak wygrywam oczywscie zaczyna msie chciec zyc.. ajak przegrywam wiadomo.....nie potrafie juz sobie ztym poradzic...mam jesszcze 40 tys zl na koncie zaplata za towar firmie mojego ojca...poszla na moje konto...kusi mnie strasznie wiem ze jak ja przegram ...przegram tez swoje ZYCIE RAZ NA ZAWSZE...


Po tym poście szukałem później postów ToMnieNiszczy, znalazłem tylko dyskusję innych userów, dalsze rady, które w obliczu choroby brzmiały mi tak ulotnie... Najłatwiej jest radzić... nie wiem, czy wygrał, czy przegrał, czy oddał pieniądze, czy ostatni raz poszedł w tango, czy jeszcze żyje...
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
Kicza
#Weteran
#Weteran
Posty: 8370
Rejestracja: 19-08-2007, 09:18

Post autor: Kicza » 09-01-2012, 12:15

No po przeczytaniu daje grubo do myślenia. I od razu daje znać o sobie ludzka psychika - w tym 1 tekście znalazłem chyba 40% podobieństwa. Efekt podświadomego wmawiania

Vince, skąd wogóle pomysł na to? Coś Cie pika?..

Awatar użytkownika
Jacekmikolow
Posty: 1146
Rejestracja: 29-10-2008, 16:02

Post autor: Jacekmikolow » 09-01-2012, 12:28

Kicza pisze:Vince, skąd wogóle pomysł na to? Coś Cie pika?..
Przecież miedzy wierszami ,idzie przeczytac ze tak.Hazard byl jest i bedzie,walka z nim to walka z wiatrakami.Generalnie szkoda mi ludzi ktorzy bardzo duzo tracą ,grajac na siłe byle tylko sie odegrać,nie poswiecając ani minuty na przemyslenie sytuacjii w jakiej sie znajdują.Ja grajac niskie stawki tez jestem hazardzistą,jednak do takich co przegrywaja życie daleko mi .
[scroll]Co kupon to błąd[/scroll]

Awatar użytkownika
Kicza
#Weteran
#Weteran
Posty: 8370
Rejestracja: 19-08-2007, 09:18

Post autor: Kicza » 09-01-2012, 12:46

Hazardzistą to my jesteśmy z definicji od pierwszego zakładu. A jeśli chodzi o hazardzistę uzależnionego to już inna sprawa

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 09-01-2012, 15:11

Kicza pisze:No po przeczytaniu daje grubo do myślenia. I od razu daje znać o sobie ludzka psychika - w tym 1 tekście znalazłem chyba 40% podobieństwa. Efekt podświadomego wmawiania
Możliwe. Mnie też zapaliło się czerwone światło. Ale i gdy zakuwałem do parazytologii miałem wszystkie objawy malarii.... nie tylko malarii.
Kicza pisze:Vince, skąd wogóle pomysł na to? Coś Cie pika?..
Cierpliwości, więcej w lutym. Na razie jest all ok, prawie all, ale staram się z lekka wyprzedzić przyszłość. Każdy ponosi różne straty - jeden pieniądze, inny czas, jeszcze relacje z najbliższymi, a znowu kolejny przestaje się realizować jak zakładał na wstępie. A zły pomysł?
Jacekmikolow pisze:Przecież miedzy wierszami ,idzie przeczytac ze tak.


Na szczęście jesteś i przychodzisz z pomocą.
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
Jacekmikolow
Posty: 1146
Rejestracja: 29-10-2008, 16:02

Post autor: Jacekmikolow » 09-01-2012, 17:09

Vince Black pisze:Na szczęście jesteś i przychodzisz z pomocą.
Aj Vince,aż tak to cie ,no wlasnie co,że aż ironia była potrzebna.Ale może ja sie nie znam,czas poswiecony zakladom j.w napisałeś to też w jakims sensie strata nie do przeliczenia .Pozdrawiam
[scroll]Co kupon to błąd[/scroll]

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 09-01-2012, 18:43

Jacekmikolow pisze:Aj Vince,aż tak to cie ,no wlasnie co,że aż ironia była potrzebna.Ale może ja sie nie znam,czas poswiecony zakladom j.w napisałeś to też w jakims sensie strata nie do przeliczenia .Pozdrawiam
...Aż tak to mnie zajęło. Żadna ironia, może troszkę.

Każdy się zna, każdy ma doświadczenia. Nie rozmawiamy o dialogach w pornusie, tylko o naszej codzienności. W podpisie masz co kupon, to błąd - może o tym napisz. To też jakieś doświadczenie. Nie chcesz? Nie ma przymusu, jesteś wolnym człowiekiem i decydujesz o sobie sam. Szczęśliwie nie przegraliśmy swojego życia, ale popatrz może na stawki, którymi zaczynałeś i popatrz na stawki jakie grasz dziś...
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

dżejdżej10
Posty: 1169
Rejestracja: 25-02-2011, 20:50

Post autor: dżejdżej10 » 09-01-2012, 21:34

Ruszyło, naprawdę ruszyło i myślę że każdym który to przeczytał. Chciałbym jednak coś sprostować najpierw, Kicza czy aby na pewno?
Każdy kto postawił choć raz jest hazardzistą? Nie wydaje mi się bo wychodziłoby na to że kto wypił pierwszego kielona już jest alkoholikiem. Chyba że mylę pojęcia.
Tak na pewno nie jest, wiem że to nie to samo co inne nałogi, ale coś mają ze sobą wspólnego. W nałóg trafia się gdy ma się problemy życiowe, sprawia coś zbyt wielką przyjemność lub ktoś po prostu jest słabszy psychicznie. Chyba trafiłem? Trzeba umieć się kontrolować, nie każdy to potrafi.
Podam swój przykład, gram 3-4 rok ale nie gram za spore stawki. Wszyscy imprezują, piją, palą, chodzą do kina, kupują sobie świetne ciuchy - na to wydają pieniądze. Ja powiedziałem sobie że mnie nic z tych rzeczy nie interesuje i 100zł miesięcznie mogę poświęcić na moje hobby - obstawianie. Rok temu wpłaciłem ostatni raz, zacząłem oczywiście od 5-10zł. I od tamtej pory nic do zabawy nie dorzucałem. Od trzech miesięcy w końcu mogłem się poczuć jak doświadczony typer bo pojawił się regularny plus. Stawki się zwiększały, 20zł 50zł i 100zł. Obecnie mój stan konta wynosi 25razy więcej, ale potrafię się kontrolować ;) Wypłacam 80% i wracam do malutkich stawek.
Polecam określić sobie przy wpłacie, kiedy wypłacamy i ile. Wszystko da się skontrolować i najważniejsze nie poświęcać temu dużo czasu. Sory że tak zszedłem z przykładem na mnie ale tak najłatwiej wytłumaczyć. Wiem że nigdy w to się nie wkręcę na poważnie (nie jeden tak mówił), ale psychikę mam dość silną. Przynajmniej tak uważam ;) Świetny dziennik ! Czekam na kolejne wpisy

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 09-01-2012, 22:32

dżejdżej10 pisze:Każdy kto postawił choć raz jest hazardzistą?
Jest. Z definicji. Co innego patologicznym, co innego nałogowym, co innego jeszcze "będącym na plusie", ale jest. Wiesz czym jest hazard, więc jak nazwiesz człowieka mającego z tym styczność? Podobnie osobę związaną emocjonalnie z hazardzistą nazwiesz współuzależnioną.

Fajnie, że czytacie. Wywołałeś Kiczę do tablicy, myślę że odpowie po swojemu.

Ja wracam tematu i kolejnej historii:
Dowiedziałam się kilka dni temu, że mój mąż jest nałogowym hazardzistą. Przegrał na maszynach wszystkie oszczędności, pozaciągał kredyty i pożyczki z bandyckim oprocentowaniem, zastawił w lombardzie złoto, w tym moje rodzinne pamiątki, mój pierścionek zaręczynowy, kolczyki i łańcuszek naszej córeczki, które dostała na chrzciny, obrączkę swojej mamy, prawdopodobnie też swoją obrączkę z wygrawerowanym moim imieniem - w sumie przewalił w pół roku około 40-50 tys. zł. Może więcej, bo może o wszystkim nie wiem. A może grał znacznie dłużej niż mówi? W tym czasie oczywiście masa kłamstw i kombinactwa, żeby się nie wydało i żeby skombinować kasę.
Jego matka jest bardzo biedna a on bardzo ją kocha i to że sprzedał jej obrączkę i zwinął kilkaset złotych, które mu dała by wpłacił jej do banku, oznacza dla mnie, że jest z nim bardzo źle.

To był szok. Świat mi się zawalił, zareagowałam ostro, bo jestem impulsywna: zrobiłam nieziemską awanturę, wywaliłam go z domu. Poinformowałam moich i jego rodziców, moją i jego siostrę. Nikt nie mógł uwierzyć.

Najważniejsze, że mamy półroczną córeczkę. Mąż ją bardzo kocha (teraz to brzmi dziwnie) i świetnie się nią opiekuje.

Zaczęły mnie dręczyć pytania: dlaczego on nam to zrobił? Może to moja wina? Może to przez trudne dzieciństwo? Ma skłonności do nałogu po ojcu - alkoholiku. 3 dni non stop przeryczałam. Już chciałam iść do psychiatry.

Groził że się zabije, 3 dni spał w aucie na mrozie. Wiedziałam że to emocjonalny szantaż, że bierze mnie na litość - jak zawsze. Powiedziałam, ze nie ma teraz miejsca na litość dla niego, muszę się skupić na mnie i dziecku, a on niech marznie - bardzo dobrze, ma dostać taką nauczkę, żeby ją popamiętał do końca życia. Ma mu być maksymalnie głupio i wstyd, żeby mu się już więcej nie chciało tak świecić oczami. Już chciałam obdzwonić cała dalszą jego i moją rodzinę oraz znajomych, żeby mu kasy nie pożyczali i w sumie stwierdziłam że i tak się wyda. Ale potem pomyślałam, że jak mu tak pogrzebię opinię i wszyscy się od niego odwrócą, to może nie będzie miał szans z tego wyjść już wcale.

Pomagała mi moja rodzina: opiekowali się dzieckiem, pocieszali, doradzali, powiedzieli, że pomogą mi finansowo, mimo że też nie są bogaci. Mi normalnie było wstyd przed moją rodziną, że muszę ich prosić o pomoc, mimo że sami mają mnóstwo problemów. Obwiniałam się, że mogłam wcześniej się zorientować, bo były sygnały, ale nie było dowodów. Byłam taka naiwna i ślepa. Od razu złożyłam w sądzie wniosek o wsteczną rozdzielność majątkową i alimenty na dziecko. Na szczęście mieszkanie jest tylko na mnie (od moich rodziców).

Jego rodzina też była w szoku i było im głupio za niego. Matka płacząc powiedziała mi przez telefon, że chciałaby mi pomóc, ale im samym nie starcza na życie - wiem że to prawda. Siostra też nie da rady mnie jakoś finansowo czy inaczej wesprzec. Z jednej strony nie mam pretensji, to nie ich wina, a z drugiej pomyslałam, że on nawywijał, a teraz wszystko zostanie na mojej głowie i głowie mojej rodziny. Jego rodzina chyba przede wszystkim martwiła sie o niego, jak mu pomóc, jak go leczyć. Niby normalne, bo nie spiszą syna na straty, szkoda tylko że nie skupili się najpierw na pomocy dla mnie i swojej wnuczki. Chyba nawet mieli żal, że wywaliłam go z domu, że on nie je i śpi w aucie. Jest dorosły, więc to że spał w aucie to była jego decyzja, ma blisko rodziców i siostrę, mógł spać u nich, albo wynając jakis tani pokój. Co - może jeszcze miałam go przygarnąć i gotować mu obiadki na swój koszt? A później zostać z dzieckiem bez środków do życia??

Po 3 dniach wpuściłam go do domu, postawiłam zasady: cała wypłata od razu od pracodawcy na moje konto, ja rozporządzam całą kasą, wydzielam mu na wszystko. Zabrałam mu dowód osobisty, żeby nie dostał już pożyczki. Ma harować jak wół i ze swojej pensji spłacić kredyty, odrobić stracone oszczędności i utrzymać nas. Ja swoją pensję będę odkładać na czarną godzinę - nigdy nie wiadomo kiedy nastąpi. Ma mi wyklarować wszystkie finanse - ile i gdzie ma długu i wydruk z konta za ostatnie pół roku - na piśmie z banków! Poza tym wysłałam pismo o historie kredytową do BIK-u. Ma też przynieść zaświadczenie o zarobkach, chcę wiedzieć ile zarabia, czy mu komornik nie siedzi na pensji, czy nie zaciągnął pożyczki z zakładu pracy. Zacznie oszczędzać, bo nie będzie go stać na piwko czy imprezkę. I oczywiście leczenie. I żadnych kłamstw!

Wiem, że nie mogę go ciągle kontrolować, bo zwariuję, ale na razie nie widzę innego wyjścia.

Jeśli złamie zasady i coś znowu nawywija, to niestety - wezmę rozwód. Choć to nie łatwe, ale może na dłuższą metę łatwiejsze niż życie i męka z nałogowcem. Daję mu drugą szansę, ale to już jest ostatnia szansa, jaką mogę mu dać.

W trakcie naszej pierwszej rozmowy był bardzo optymistyczny, coś mi się zdawało że aż za bardzo. Upewniał mnie, że nie jest tak źle jak myślę, że przegrał może ze 3 tys. zł, mimo że miałam dowody na piśmie. Juz pomyślałam, że chyba on sam nie zdaje sobie sprawy ile przewalił kasy i co narobił. Dlatego wzięłam go za fraki i zaczęłam mu wymieniać co zrobił, w bardzo bezpośredni sposób. Że okradł swoją rodzinę, własną biedną, schorowaną matkę, spadł na dno i chyba dopiero do niego dotarło - rozbeczał sie jak dziecko, ale zaczął mieć wątpliwości czy da radę i czy to ma sens, bo już niczego nie cofnie. A może to była tylko gra aktorska?

Nie wiem czy będziemy w stanie nadal tworzyć rodzinę. Czy da się stanowić rodzinę i związek z kimś do kogo ma się zero zaufania? Ja już mam obsesję kontrolowania i wszystko wydaje mi się kłamstwem. To trudne. Nie wyobrażam sobie relacji z moimi rodzicami: nie wiem jak będą mogli na niego patrzeć a co dopiero spędzać wspólnie święta. Nie wyobrażam sobie imprez i spotkań ze znajomymi. Mam im powiedzieć, czy udawać że jest cacy?

Generalnie obrałam taktykę - zero litości, sentymentów i pobłażania, i troszczę się przede wszystkim o mnie i dziecko. Nauczka ma być dotkliwa. Dzięki temu może będzie miał motywację do zmiany. Z drugiej strony wiem, że jesteśmy małżeństwem i muszę go wspierać, ale wydaje mi się, że bardziej mu pomogę będąc dla niego ostra, niż głaskając go po główce, o jaki ty jesteś biedny, chory. Zresztą teraz nie potrafię być dla niego miła. Co 5 minut mu wypominam, w bardzo kąśliwy sposób. Może źle robię, ale jakoś inaczej nie umiem.

Czy moje myślenie jest prawidłowe? Czy coś robię źle? Czy mam mu brutalnie uzmysławiać co zrobił? Czy nie powinnam być aż taka, bo w końcu się załamie i nie da rady się podnieść? Co jeszcze powinnam zrobic? Czy mam powiedzieć znajomym? Czy jest jakaś szansa na uratowanie jego od hazardu i kłamstwa? Czy znacie jakiegoś uratowanego hazardzistę?

Nie liczę na gotową receptę, ale rady i Wasze doświadczenia.
i wybrane odpowiedzi:
Na swoim przykładzie mogę potwierdzić że dopóki żyjemy wszystko jest możliwe. Nie gram już jakiś czas i to życie bez gry bardzo mi się podoba. Nie ma sielanki ale jest dobrze. Nie będę wymieniał co robiłem sobie, swoim najbliższym i ludziom z otoczenia, bo nie jestem z tego dumny, ani nie sprawia mi przyjemności rozgrzebywanie tych przykrości. za to szacunek dla Ciebie za działania jakie podjęłaś w celu pokazania mężowi jego postępowania i konsekwencji, tego że jego działania nie są zdrowe i przynoszą coraz więcej bólu, cierpienia i traumy. Choroba męża nie powinna być tematem tabu, jednak nie wymaga też aby napisać sobie na czole mój mąż jest hazardzistą i wszędzie z tym chodzić. To co zrobiłaś jest świadectwem twojej dojrzałości i racjonalnego myślenia. Pomagasz - niedomagając. Oczywiście wsparcie jak najbardziej ale nie ponoszenie konsekwencji ; spłat kredytów, wierzycieli, długów prywatnych. Nie można tez wstydzić się za nie swoje postępowania każdy też powinien wstydzić się za swoje postępowanie.
Witaj moja droga imienniczko
Co to znaczy uratowany od hazardu? Hazard to choroba, którą trzeba leczyć...hazardzistą pozostaje sie do końca zycia a leczenie polega na terapii, mitingach i uczeniu się na nowo życia...
Martusiu zrobiłaś już dużo...może teraz przyszła pora na to żebyś wreszcie pomyślała o sobie w tym wszystkim, bo Tobie też przydałaby się terapia dla współuzależnionych...

Pozdrawiam sylwestrowo
Martusia możesz wszystko, jeśli tylko zechcesz...ja mam troje dzieci, które wychowuję sama a na terapię dojeżdżam 40 km w jedną stronę...
nie czekaj na efekty jego terapi bo możesz się zawieść...lepiej idź na swoją i ciesz się efektami swojej pracy nad sobą...
Marto ja nie wiem czy ty jesteś na tyle silna ,ja jestem hazardzistą po przejściach po rozwodzie .Jeśli kochasz męża to w tej chwili myśl o sobie i dziecku ,nie ulegaj mężowi.Postaraj się o kontakt z terapią dla osób współuzależnionych ,samej będzie ci ciężko pozdrawiam.
Witaj Marto w sumie fajnie mi sie czytalo Twojego posta bo zareadowas SKUTECZNIE a najwazniejsze bylo to ze nei staralas sie ukryc faktu gry przed rodzina - to zabiera hazardziscie komfort grania i dalszych kombinacji (choc pewnei w idealnym modelu to on powinien sie z tym zmierzyc ale chyba wazniejszy jest efekt). Co do pozostalych ruchow zwlaszcza finansowych robisz w zasadzie wszystko jak trzeba (no moze tylko maly drobiazg ze za bardzo tym kierujesz no ale rozumiem ze w tym momencie masz taka potrzebe i jest ok) . Jest tylko jedna rzecz - on nie ma sie leczyc "za kare" tylko dlatego ze jest chory no i z tym tyraniem jak kon tez bym sie zastanowil. Nie dlatego ze biore strone hazardzisty (acz doskonale ja rozumiem) tylko dlatego ze kazdy czlowiek musi miec troche odpoczynku i relaksu bo po prostu nie wytrzyma psychicznie oraz fizycznie. To nie ma byc kara tylko sposob powrotu do normalnego zycia - owszem ponosi sie konsekwencje (wieczne wypominanie to tez troche za duzo bo nic nie daje a wk...ia choc rozumiem Twoje rozzalenie) grania, ale to normalne zycie ma byc tym czego chce a nie czyms co mam "za kare", bo wtedy po cholere do tego dazyc jesli jest jeszcze gorsze od gry. Hazard to choroba emocji i owszem twarde warunki i jasne granice sa konieczne ale tez trzeba odroznic to co konieczne od tego co "dokladasz" od siebie odpracowujac swoja frustracje i strach - on teraz jest wdziecznym obiektem bo sie pewnie nie odszczeknie ale nie tedy droga. Tak jak napisalas to wszystko jest bardzo "teraz" wiec i tak robisz genialnie dobrze bez podopowiedzi i droga jest jak najbardziej wlasciwa a moje uwagi tylko kwiatkiem do korzucha - ot tak mi sie napisalo bo moze bedzie troche latwiej.
Na poczuciu winy owszem da sie wystartowac ale dlugo sie nie pojedzie - na nadzieii zmiany zycia na lepsze (czyli takie ktorego chca i akceptuja OBIE strony) mozna i daje sie zbudowac dosc solidny zwiazek. Ale zawsze ma to byc zwiazek partnerski (choc pewnei teraz nie bardzo na to wyglada i on musi sie sporo nauczyc) - to odpowiedz na pytanie czy znacie "uratowanego" - ja znam i mam szczescie byc takim uratowanym (chyba uratowanym, bo szczescie napewno)
Póki co cytuję tu w głównej mierze słowa osób współuzależnionych. Zarażonych przez hazardzistów, współcierpiących... Następnym postem postaram się popełnić psychologiczny portret takiej osoby. Gdzieś już widziałem fajnie wypunktowane te cechy. W skrócie - jeżeli ktokolwiek przejawia troskę o hazardzistę i stara się mu czynnie pomóc jednocześnie reagując emocjonalnie jest współuzależnionym. Czyli kto? ;)
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
poldek17
#Weteran
#Weteran
Posty: 1015
Rejestracja: 06-08-2006, 20:34

Post autor: poldek17 » 09-01-2012, 23:13

Temat mocny muszę przyznać. I nie wiem bardzo od czego zacząć bo kilka wątków kłębi się w mojej głowie.

Dokładnie wczoraj koleś namolnie na CB dopytywał się się gdzie w Konstancinie można pograć na automatach po którymś razie spytałem czy nie szkoda mu kasy? Odpowiedz była że może mu i szkoda ale by pograł. Gdy kros inny wskazał mu adres stwierdził ze już tam był i było zamknięte. Zrobiło mi się szkoda nie tyle jego samego co właśnie bardziej rodziny.

Jakiś rok tomu w sąsiedniej miejscowości gość upozorował własne porwanie i zażądał od rodziny i narzeczonej 5000 bo nie miał na automaty. Cała sprawa bardzo szybko wyszła na jaw.

Z drugiej strony słychać niemal mistyczne historie o tych którzy wygrali i kupili sobie samochody mogli potańczyć kilka dni iii i czasem kusi. Osobiście nie miałem nigdy z automatami styczności (jako grający) bo nie sposób było ich nie spotkać. Od dłuższego czasu już nie gram i dobrze mi z tym. Aczkolwiek gdy wdzie zę ktoś podal meczyk z dobrym kursem jest chęć a gdy widzę "kesz $$$$$$$" idp. jest jakaś odrobina żalu i odrazu działa to w drugą stronę radość żę nie zagrałem gdy typ nie trafiony. Nie wydaje mi się żebym był kiedykolwiek uzależniony od stawiania, Być może pomogło mi prze ustrzeżeniem się od tego silny charakter i kalkulacja wszystkiego na chłodno.
Powodzenia w ogrywaniu bukmacherów ;]

Nie cytuj posta który znajduje sie nad twoim :)

Awatar użytkownika
Kicza
#Weteran
#Weteran
Posty: 8370
Rejestracja: 19-08-2007, 09:18

Post autor: Kicza » 10-01-2012, 09:32

Otóż definicyjnie hazardzistą jest osoba uczestnicząca w grze hazardowej, która naraża się na ryzyko. Żeby można było mówić o hazardziście nałogowym, potrzebny jest aspekt zmian psychicznych jakie zaszły u tegoż klienta. Najczęściej jest to oczywiście jakieś skrzywienie


Na razie zamieszczone zostały tu same historie osób już w związkach małżeńskich, więc już o jakimś tam wieku, zapewne over 25. A co z młodszymi przedstawicielami hazardu? Znalazłeś coś o takich przypadkach?

Awatar użytkownika
Bartuś
Posty: 1988
Rejestracja: 19-11-2007, 18:50

Post autor: Bartuś » 10-01-2012, 17:10

A nie lepiej historie ludzi którym się udało bo cięzko pracowali i ograli bukmacherów? hmm
hey, it is risk-free... we've got Goliath.

sebbaa
#Weteran
#Weteran
Posty: 7421
Rejestracja: 01-10-2005, 22:07

Post autor: sebbaa » 10-01-2012, 17:14

A gdzie takich historii szukać Bartku :?: Ci co ograli buków siedzą cicho, nie odzywają się, wydają (a może inwestują) "nasze przegrane" pieniażki i śmieją się z "nas-hazardzistów" nakręcających biznes bukmacherom :lol:
[scroll]jak mam to gram...bo lubię...nie ma mnie?-gram w D3[/scroll]

Awatar użytkownika
Bartuś
Posty: 1988
Rejestracja: 19-11-2007, 18:50

Post autor: Bartuś » 10-01-2012, 17:18

Tacy ludzie są czystą inspiracją. Jak to mówią "z kim przystajesz takim się stajesz", wiec zdecyduj dobrze :wink: Czesc siedzi cicho ale jesli naprawde chcesz znalexc to dasz rade choćby na BA forum, jest tam takich kilku. Lub thinkbetprofit (dawne punters paradise). Jest z kogo brać przykład. pzdr
hey, it is risk-free... we've got Goliath.

Awatar użytkownika
quares
#Weteran
#Weteran
Posty: 5910
Rejestracja: 15-06-2008, 22:15

Post autor: quares » 10-01-2012, 17:21

ale będzie wejść na te fora, wysyp rejestracji za parę minut :lol:

Awatar użytkownika
DonnyDonowitz
-#VIP
-#VIP
Posty: 3963
Rejestracja: 07-03-2008, 19:45

Post autor: DonnyDonowitz » 10-01-2012, 18:33

Bartuś pisze:Tacy ludzie są czystą inspiracją. Jak to mówią "z kim przystajesz takim się stajesz", wiec zdecyduj dobrze :wink:
Teraz do Vince'a się nikt słowem nie odezwie... :lol:

sebbaa pisze:A gdzie takich historii szukać Bartku :?: Ci co ograli buków siedzą cicho, nie odzywają się, wydają (a może inwestują) "nasze przegrane" pieniażki i śmieją się z "nas-hazardzistów" nakręcających biznes bukmacherom :lol:

Duże pieniądze lubią spokój,a wielkie pieniądze lubią ciszę... :wink:

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 10-01-2012, 19:28

Bartuś pisze:A nie lepiej historie ludzi którym się udało bo cięzko pracowali i ograli bukmacherów? hmm
I już bym skończył. Pracowali... i to ciężko... Może sporo wtopili i wynieśli wreszcie lekcje? Właściwie Bartuś świetny pomysł z tymi historiami. Nawet już nie opisuj historii, wiadomo "brak czasu" tylko linknij, podaj nicka, i styka.
quares pisze:ale będzie wejść na te fora, wysyp rejestracji za parę minut
I słowo stało się ciałem. ;)
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
Bartuś
Posty: 1988
Rejestracja: 19-11-2007, 18:50

Post autor: Bartuś » 10-01-2012, 19:33

No dobra, jednym nikiem moge zarzucic, reszte na wlasna reke ;p na ba jest gosc snyena, 100% pro, kiedys typer, zamkniete fora itd, potem compiler z roznymi 'rangami', teraz, od niedawna ma wlasnego buka ( nie sam oczywiscie) ktorego buduje od zera. Mozna poczytac jego posty na ba, choc, szkoda ze mało ich. On naprawde ciezko pracował :wink:

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 10-01-2012, 20:12

Odbiegamy od tematu ale OK, dorzucę Ci bossa The Greeka, też od niczego wybudował niezłą firmę, choć limitującą... I co? Ilu widzisz czy tu czy gdzie indziej, którzy pójdą w ich ślady? Teoretycznie może każdy, z pełnym bakiem paliwa - marzeń, pojedynczych historii, ilu spłonie po drodze?

Nie narzekam na środki, ale tracę na to bardzo cenny czas... który należy się komu innemu. Mam inny problem - nie umiem przestać, gra rozpieprza mi prywatność.

Miałem nie pisać, ale jeśli idzie przez pryzmat forsy, to przecząc niemal każdemu idzie zarobić, nie potrzeba bunować za wirtualnym fejmem, a wziąć na muszkę byle łebka... Z bloga, z weszło, cokolwiek i sukcesywnie przeczyć. Padnie. Szukasz następnego. Nie musisz zakładać buka, selekcja jest jak Twoje limity. A karzesz tu świrować i łapać za rękę byle anonima? C`mon?

Pomyśl kto profesjonalny będzie pokazywał swoją grę? I pomyśl ilu amatorów pragnie widza w swej drodze do fortuny? Przykre - byłem kimś takim... Twój bohater też. Ale cóż, mam tego świadomość.

Trading? Czas... Śledzenie? Czas... I widzisz, szukam sobie dopingu, by ten czas poświęcić czemuś innemu. Nałóg to nałóg. Każdy ma swoje priorytety i każdy swoje środki.
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 10-01-2012, 20:14

Pieniądze mogę wygrać, przegrać też a czasu który na to poświęciłem nikt mi nie odda. :(
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 10-01-2012, 20:47

Małolat:
Witam wszystkich serdecznie

Jestem tu nowy, a zarejestrowałem się z niepokojącej mnie już przyczyny. Mam 17 lat, chodzę do najlepszego liceum w mieście, do klasy o trudnym profilu. Od małego miałem zawsze żyłkę do zarabiania pieniędzy. Nie mogłem bezczynnie mieć leżące 500 zł np. Od czasu komuni/bierzmowania uzbierałem trochę gotówki, ok. 1500 zł. Przez okres 1 roku, ucząc się wciąż, starałem się pomnażań to 1500 zł. I tak na marzec 2011 miałem ok. 12 000 zł. Oczywiście na własnym koncie bankowym dla niepełnoletnich.

W maju 2011 byłem jakoś na imprezie z kolegami, no wiecie, piwko itp., postanowiliśmy wszyscy zagrać na maszynie, pamiętam wrzuciłem 5 zł, a wygrałem ok. 150 zł. Po jakimś czasie, gdy wakacje się zbliżały, w weekend poszedłem do tego pubu, wrzuciłem coś koło 100 zł, wygrałem 1400 zł. Od tamtego czasu zaczęła się moja przygoda z maszynkami.

Przez całe wakacje grałem, min. raz w tygodniu, przegrywałem 100/200 zł, ale po 2 tygodniach znowu 1500 zł wygrana, aż do momentu, kiedy częstotliwość odwiedzania pubu wzrosła do 2/3 razy w tygodniu. Nie widziałem problemu, wrzucałem po 100/200 zł , z czasem 400 zł. Przegrywałem, wygrywałem, ale powoli dostrzegałem to, iż pojawiają się straty.

Na dzień dzisiejszy, z 12 000 zł, zrobiło się 4000zł. Ta strata jest spowodowana głównie chęcią odegrania się po przegranej ( kolejnej ), lecz doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu. Na zdrowy umysł, po jaką cholerę mam tak pomagać właścielowi maszyn.

Starałem się powstrzymywać od gier, w wakacje pracowałem 1 miesiąc, w ogóle nie grałem, miałem zajęcie, byłem zadowolony, radosny, pełen życia, chętnie spotykałem się ze znajomymi, miło spędzałem czas po pracy. Nie ciągneło mnie do gry.

Kiedy przyszła szkoła, rutyna, dużo nauki, obowiązków, gra wróciła. Ostatnio wygrałem 4000 zł, za 2100 wypłacone bezpośrednio kupiłem tablet, by nie stracić pieniędzy, na drugi dzień przyszedłem po odbiór reszty pieniędzy, odrazu wróciłem do maszynki, przegrałem ok. 1500 zł w 5 minut, najwyższe stawki, wielkie emocje, chęć wygrania nie 100 zł, ale 10000 zł. Małe kwoty już mnie nie interesowały, Zadowolony wychodzę z zyskiem min. 1500 zł na czysto, albo przegrywam wszystko.

Od kiedy gram, brakuje mi czasu na naukę, nie mogę się skupić, dręczy mnie chęć odegrania, zdaję sobie sprawę, że to już jest hazard, mam duże ambicje na życie i nie chcę tego zaprzepaścić w jakimś durnym nałogu. Tylko problem w tym, że ten nałóg jest silniejszy ode mnie kiedy już się znajde w pobliżu pubu.

Czytam to forum od 2 dni, nie gram, choć mam ochotę, postanowiłem od nowego roku 2012 zakończyć straszną przygodę z maszynkami. Mam nadzieję, że mi się to uda, lecz nie wiem czy sobię poradzę sam. Jestem w 100 % winny, rodzice nie wiedzą, choć mam podejrzewa, bo przynoszę po szkole np. tablet do domu czy laptopa kupionego za wygraną.

Dodam, że jak kiedyś nie miałem pieniędzy w domu, tylko na karcie, to UKRADŁEM od rodziców ok. 900 zł ! Do tego przegrałem je, wyrzuty sumienia były bardzo męczące dla mnie. Prze hazard stałem nerwowy, straciłem zaufanie do siebie, nie jestem w ogóle radosny, ciągle smutny, chyba to depresja, choć chodzę do najlepszej szkoły i dobrze się prowadziłem, to teraz całkowicie nie mam szacunku do własnej osoby.

Co myślicie, czy spróbować maksymalnie od teraz ograniczać grę małymi krokami, by w styczniu zakończyć to dziadostwo ? Na pewno nie da się tego zrobić w danej chwili, od tak, bo już próbowałem, wiem, że muszę małymi krokami sam siebie sprawdzać. Na pewno chcę z tego zrezygnować, lecz jak sami dobrze wiecie, nie jest tak łatwo z dnia na dzień. O terapii póki co nie myślę, w styczniu już będę pełnoletni, chcę być odpowiedzialnym za siebie i swoje pieniądze.

Teraz mogę powiedzieć, że zgubiła mnie chciwość do pieniędzy, zawiść, zazdrość, chęć bycia bogiem, chęć zarabiania fortuny w krótkim czasie. Wcześniej udawało mi się w sposób przedsiębiorczy, jako hobby, zawsze 500/600 zł na miesiąc zarobić, lecz dla mnie to było mało i mało. Nauczyłem się przez ten okres żyć na wysokim poziomie, po wysokich wygranych były najdroższe drinki, obiady po 70 zł... drogie ubrania. W głowie mi się poprzewracało od pieniędzy. Co robić ? Nie chcę stracić całych zarobionych pieniędzy...
60te kasyno z licencją IC będzie Jego... Wierzył... Dalej pewnie wierzy.
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
Bartuś
Posty: 1988
Rejestracja: 19-11-2007, 18:50

Post autor: Bartuś » 10-01-2012, 21:03

Do sie dołacze ;p

Jeden z lepszych postów snyeny dostepny na ba:
Below is some advice which I wrote to someone on the betfair-brak-polskiej-licencji! forum who wanted to transition from a mug punter to a pro. A lot of it applies to you too.
--------

Some of the things in the list below have made me into a professional punter and/or are my advice to you.

1. Learn all the betting theory basics. Money management, p = 1 / fair odds, calculating the overround, calculating the fair odds from the bookmaker's odds etc.

2. Completely change your mindset. Forget about information, form, team news etc. Try to think about betting in a completely different context. How does a bookmaker arrive at the correct price? Which bookies can be used for reference when it comes to estimating the correct price? Think in the context of the volume of money that has to be staked on a selection before the price moves. Then think of ways how to take advantage of that knowledge. If price X is the correct price, what do I need to do to make this pay in the long run?

3. Try to think about using betfair-brak-polskiej-licencji! in a different way than actually placing bets on there. What does the betfair-brak-polskiej-licencji! price tell you and how can you use that to your advantage?

4. Explore the Asian bookmakers, try to learn how they work. Try to become familiar with as many bookmakers as possible and you will get a better understanding of what it means when they move their odds or lines. With some it means quite a lot, with some other it means feck all.

5. Stop focusing on horse racing only. It can still remain a hobby but you have to separate your hobbies from your work (if you are aspiring to be a pro punter, betting is your work now). Focus on unusual leagues and types of bets and think about ways how you could obtain edge there, for without edge you are doomed to fail no matter how good you are at everything else (discipline, money management, contacts, etc). I make money from sports I have never even seen on TV (let alone in real life) and have no clue about their rules. Think about 'market dynamics' and what does it tell you. Find efficient tools to monitor the market (thereby efficiently managing your time).

6. Try to get a job at an online bookmaker, preferably with access to BetRadar or a similar system. You will learn so much and when you feel you are ready, you can quit.

7. Read some articles on Kelly Criterion and try to grasp it fully, then implement it to your betting.

8. Start noting down your betting account balances at the end of each day and be happy for any progress you make. Once you have an edge, it will work like inflating a baloon; the initial progress will seem small, but from a certain point your bank will become quite large and your monthly increases will be enough to cover your living expenses.

9. Try to build a contact network with quality people from the industry and / or pro bettors. Learn and grow with them and offer them something in return.

10. A lot of people are sheep. Stop doing what they are doing. :-) Do something differently.

11. Liaise with a skilful programmer who likes betting.

When you master all or most of the above, you will be ready for a new set of recommendations. You will succeed, if you want to badly enough. Good luck!

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Kopiowanie calosci lub fragmentow bez pisemnej zgody zabronione. Strona jest kierowana do uzytkownikow polskojezycznych zamieszkalych w krajach, w ktorych korzystanie z Serwisu jest zgodne z prawem. Wiadomosci prezentowane w serwisie sa dozwolone wylacznie dla osob podlegajacych jurysdykcjom prawnym, w ktorych uczestnictwo w grach hazardowych online jest legalne. Korzystajac z serwisu, uzytkownik deklaruje wobec administratora, ze uczestnictwo w grach hazardowych online jest w jego jurysdykcji dozwolona i ponosi pelna odpowiedzialnosc za prawdziwosc zlozonego przez siebie oswiadczenia.

Na terytorium polski zaklady wzajemne moga oferowac jedynie te podmioty, ktore posiadaja zezwolenie na urzadzanie zakladow wzajemnych. Zawieranie zakladow u bukmacherow, ktorzy nie posiadaja licencji Ministerstwa Finansow na zawieranie zakladow wzajemnych jest zabronione i grozi konsekwencjami prawnymi. Serwis jest przeznaczony tylko dla osob, ktore ukonczyly 18 lat. Korzystajac z serwisu, uzytkownik potwierdza, ze ma ukonczone 18 lat.Polityka prywatnosci