Berba dziennik!

Miejsce w którym możesz sobie założyć własny wątek i na bieżąco dzielić się swoimi sukcesami, porażkami i przemyśleniami.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Berba
-#Site Admin
-#Site Admin
Posty: 5696
Rejestracja: 04-03-2005, 12:14

Post autor: Berba » 05-12-2011, 20:43

Od pewnego czasu chodzi mi po glowie pewien kontrowersyjny temat. I dzis chyba jest ten moment by sie z nim zmierzyc.

Co to znaczy byc kibicem? I co wazniejsze -jaki jest sens kibicowac jakies druzynie czy reprezentacji?

Jesli spojrzy sie na to oczami czlowieka zewnatrz, badz tez samemu spojrzy sie glebiej, to kibicowanie czemukolwiek/komukolwiek jest czyms totalnie bez sensu.

No bo w jakis sposob zwyciestwo twojej druzyny uczyni twoje zycie lepszym? Fizycznie - nie otrzymasz z tego zwyciestwa nic.

Budowanie psychicznej wiezi z osobami ktore nie sa z Toba spokrewnione, a wrecz totalnie nieznane - tez jest zupelnie nielogiczne.

A nawet jesli gra reprezentacja Polski, to co ich wynik zmienia? Czy ludzie przez to stana sie zdrowsi/bogatsi/bezpieczniejsci etc? CZy w jakikolwiek sposob zmieni sie w danym kraju zycie?

Z punktu widzenia efektu kibicowanie jest czyms totlanie pozbawionym sensu, bo nie przeklada sie na zadne fizyczne zyski/straty.

Po co sie wiec kibicuje swojej ukochanej druzynie? Psychologowie wskazuja jeden glowny powod - by wewnetrznie otrzec sie emocje na codzien nam niedostepne. "Wygralismy lige mistrzow", "Jestesmy mistrzami Europy" etc. Te odczycia sa prawdziwe, mimo iz sa tylko iluzja bo nasz wklad w ten sukces w wiekszosci przypadkow ograniczal sie do biernego ogladania z kanapy. Bo zwyciezcami sa wylacznie sami pilkarze i sztab szkoleniowy.

Gdy nasz ulubiony aktor filmowy otrzyma oskara, nikt z nas nie krzyczy ze "zdoblismy oskara". Dlaczego w sporcie ma wiec byc inaczej ?
Wszystkie nagrody forumowe lub typuj.org sa wypłacane w ciągu 31 dni! Zgłoszenia do grup wpisujemy tutaj

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 05-12-2011, 21:23

Nie ma sensu. Żadnego. Z mojego punktu widzenia, bo oczywiście są ludzie, dla których ich drużyna, to ich życie. Osobiście wolę mieć więcej do powiedzenia w swoim życiu. W dzieciństwie kierowały mną marzenia, dziś by siedzieć na trybunach - nic. ;)

Sport to kupony, a sportowcy to pionki, którym zadaję jakieś tam role... Kibicuję swoim racjom, które to ów pionki mają spełnić. Bez okoliczności zakładów mógłby wcale nie istnieć sport. No chyba że miałbym być sportowcem i z tego żyć.

Próbowałem kiedyś to ogarnąć, ale racjonalnie się nie da. Klubowe sympatie, taki romantyzm zdiebka...

Glory glory a co Tobą kierowało?
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
rytelson
Posty: 5254
Rejestracja: 16-01-2009, 21:26

Post autor: rytelson » 05-12-2011, 21:56

Oczywiście, że fizycznie nic nam to nie daje. Ale duchowo? Hobby, tradycje rodzinne(nieraz wielopokoleniowe), wspólna pasja ze znajomymi, wspólnie przeżywane emocje, wspólnie wypite piwa czy to przed pójściem na mecz, czy to przed tv... Wielu dałoby się zabić za klub, wielu potrafi dać w mordę za swój klub. Często ma to też podtekst regionalny, odwieczna nienawiść Krakusy-Warszawiaki- Ślązaki.
Rivallo! Ty wiesz co...

Awatar użytkownika
DonnyDonowitz
-#VIP
-#VIP
Posty: 3963
Rejestracja: 07-03-2008, 19:45

Post autor: DonnyDonowitz » 06-12-2011, 01:47

No to Berba, ale żeś teraz temat na większą rozkminę zapodał... Vince niezwykle pragmatycznie podchodzi do sprawy - dla sportowców to biznes, więc i dla Vince'a jedynie okazja do przegrania paru groszy. Można i tak... Nieco sceptycznie podchodzę do kibicowania takiego z przed TV jakimś zagranicznym klubom i rozgraniczyłbym to od kibicowania swoim lokalnym klubom. To pierwsze nazwałbym raczej sympatyzowaniem - ot tych lubimy bardziej, tych mniej i chyba dla emocji niektórzy się nieco bardziej utożsamiają, identyfikują z danym klubem. Z kolei taki Vince postawi sobie parę srebrników na jednych i w sumie też się emocjonuje. Można powiedzieć, że sprowadza się do tego samego w tych dwóch przypadkach. No ale jeśli chodzi o kibicowanie "swoim" to sprawa już jest dużo bardziej złożona i muszę przyznać, że ciekawy temat Berba poruszyłeś. :wink:

Myślę, że gdyby każdy tu napisał, jak zaczęła się jego przygoda, to po takiej lekturze chyba odpowiedź byłaby oczywista. Są ludzie, którzy chodzą na widowiska sportowe dla wyniku - nie ma wyników, to frekwencja spada. Nie mniej jednak zawsze pozostaje jakaś grupa, która bez względu na wyniki ZAWSZE przyjdzie (no prawie... pomijam tu różne nietypowe sytuacje - takie uproszczenie). O nich można by najdłużej pisać i byłaby to fascynująca lektura. Wróćmy jeszcze do "nieszczęsnych" widzów - przychodzą tacy sobie, płacą za bilet, zjedzą kiełbaskę i jak drużyna dostaje po dupie, czują się oszukani, trochę ponarzekają, następnym razem nie przyjdą (nie mylić z "piknikami", bo to inny aspekt). Przy czym każdy na początku był takim można powiedzieć "widzem" - przecież nie od razu się zostaje kibicem. Ot od dziś kibicuję tym i tym - przyznajcie dziwnie to brzmi.

Większość pewnie na stadion trafiła za młodu - czy to z tatą, czy to z kolegami... niektórzy tego bakcyla nie łapią i po kilku wizytach się kończy, tudzież od czasu do czasu wracają, ale raczej bez specjalnego przywiązania. Z kolei inni, po kilku wizytach, z niecierpliwością oczekują na następny mecz. Kluczową rolę ma tu środowisko w którym się żyje - chłopaki na osiedlu, w szkole, czy ktoś w rodzinie. Sport i klub często staje się tematem codziennych rozmów, a wyjście na mecz rytuałem - lany poniedziałek no to co? Z rana można koleżanki popryskać wodą, ale popołudniu już się zabiera szal i na szlakę marsz (tradycją jest rozgrywanie żużlowej kolejki ligowej w poniedziałek wielkanocny). Dla niektórych będzie to tylko zwykłe przebijanie piłki, czy też jeżdżenie w kółko. Inni poczują tą magię, tą atmosferę sportowego święta. Z kolei znajdą się też tacy - spore grono - którzy nie mieli okazji przekonać się, co to znaczy być kibicem, których nikt na mecz za młodu nie zabrał, a chyba nie skłamię jak powiem, że młody człowiek szybciej się zarazi. Zresztą Vince sam napisał:
W dzieciństwie kierowały mną marzenia, dziś by siedzieć na trybunach - nic.
Potem się dorasta, w tym czasie przeżywając całą masę skrajnych emocji, co istotne wspólnie z innymi. Kibicowanie można różnie interpretować - dla jednych będzie to zdzieranie gardła, inni jak to Rytelson napisał dadzą komuś w mordę jak będzie trzeba, inni przemierzą setki kilometrów za swoim klubem - wydając przy tym ciężko zapracowane pieniądze i poświęcając swój czas. Kibicem jest przecież też taki "piknik", który chodzi na mecze kilkanaście lat i cieszy się każdym sukcesem, a po porażkach siwieją mu włosy na głowie. Każdy kibicuje na swój sposób i warto byłoby to uszanować - o tym chyba miłościwie nam panujący zapominają. Nie sposób tu też nie zauważyć szeroko postępującej komercjalizacji, co w pewnym stopniu zabija tą ową magię, która przyciąga jak magnes tych młodych chłopców.

Ze swojej strony powiem, że na pierwszym meczu żużlowym byłem jako mały brzdąc, miałem z pięć lat - 96 to był rok. Nudziłem się strasznie - pamiętam tylko, że była straszna ulewa i siedziałem gdzieś tam na drugim łuku. W następny sezonie z tatą uczęszczałem już regularnie i zaczęło mi się to podobać. Wiadomo młody człowiek, ciekawy świata, a tu tłumy ludzi, warkot motorów, ten zapach... Tak parę sezonów minęło, potem przyszły gorsze lata, ale pewnym momencie za sprawą kolegów po małej przerwie wróciłem na stadion i odkryłem ten sport na nowo. Jednocześnie jeśli chodzi się przez tyle lat i najpierw ogląda się miejscowych zawodników, a teraz ich synów, tudzież ludzi których czasem się widuje i zamieni dwa słowa, to utożsamianie się z taką drużyną, klubem jest czymś naturalnym. Do tego przez te lata jest się świadkiem, iluś tam niezwykłych, pojedynków z innymi klubami, które do czerwoności rozpalają emocje, to zaczyna się też jednych lubić mniej, innych bardziej. W pewnym momencie przychodzi pierwszy wyjazd - w moim przypadku było to niedaleko, bo po sąsiedzku niemalże. Emocje ogromne i trudna do przełknięcia gorycz porażki, ale życie toczy się dalej. Potem też różne koleje losu - raz lepiej raz gorzej. Z czasem pójście na mecz ukochanej drużyny staje się czymś naturalnym i dziwnie się człowiek czuje, jak jest gdzieś dalej i musi zadowolić się relacją w radiu.
Z punktu widzenia efektu kibicowanie jest czyms totlanie pozbawionym sensu, bo nie przeklada sie na zadne fizyczne zyski/straty.
Jak to się mówi pieniądze to nie wszystko... Najpiękniejsze jest to co niematerialne, to czego kupić się nie da. Korzyści materialnych z bycia kibicem nie ma żadnych. Wydaje się kasę na bilety, wyjazdy, czasami można dostać od kogoś, tudzież stracić szybę w aucie - same minusy. No ale... te wszystkie wspomnienia, chwile smutku i radości, nowe znajomości, tego nie da się kupić. To trzeba przeżyć i jest to coś pięknego - dla wielu z nas jest to nieodłączny element życia. Wiadomo są pewne wartości, które są najważniejsze i które należy stawiać wyżej, ale gdybym nagle miał przestać interesować się sportem, to kurcze pozostałaby taka dość spora pustka. Przy czym z obstawiania mogę w dowolnej chwili zrezygnować i czuję się z tym dobrze, albo przynajmniej nieźle - taka ciekawostka.

Muszę jeszcze dodać jedną rzecz, o której poniekąd wspomniałem już. Fascynacja rodzi się zwykle w okresie dzieciństwa - wtedy wiele rzeczy jest intrygujących, urasta do miana magicznych. Te parę ładnych lat temu sport był inny... dziś komercjalizacja weszła już w niego w buciorach i w znacznej mierze odebrała to co współtworzyło tą jak Vince nazwał "romantyczną" aurę. Dlatego dziś niełatwo być kibicem, a już na pewno zostać. Ciężko jest utożsamiać się z kolejnymi "sportowcami", którzy biorą siano, robią swoje, a po chwili ich nie ma. Pod tym względem część tej magicznej aury zniknęła, nie mniej są jeszcze kolorowe i głośne trybuny, są opowieści starszych kibiców i to wciąż jest magnesem dla młodych.

Trochę się rozpisałem, ale jak już na wstępie zaznaczyłem - można na ten temat napisać nie jedną pracę, a i tak temat pozostanie niewyczerpany. No i kurde wydaje mi się, że ta cała "zabawa" ma jednak sens, aczkolwiek nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć - to trzeba po prostu przeżyć, by zrozumieć , a niestety nie każdemu jest to dane. :rumba:


P.S.
Cholera! Nie wiem, czy nie jest to mój najdłuższy post - no nie licząc analiz pisanych na raty - ale akurat miałem dłuższą chwilę, dobre piwo w pokalu i ciekawy temat został poruszony. Wobec tego mam nadzieję, że to ktoś przeczyta.... a pomyśleć, że na początku chciałem tylko napisać, że w 100% zgadzam się z Rytelsonem. :mrgreen:

P.S. 2
Mam wrażenie, że chciałem jeszcze o czymś ważnym napisać, ale pora chyba robi swoje... nie mniej proponuję taką nieco sentymentalną nutę - w sumie niezwiązana z kibicowaniem, ale... wiecie o co chodzi. :rumba:


http://www.youtube.com/watch?v=R6JqsLm5jmw


P.S. 3
W sumie to jeszcze tak dla pełni mojej wypowiedzi video związane z kibicowaniem - mam nadzieję, że Berba mnie nie poczęstuje jakimś warnem, czy nie wiadomo czym, za spam. :razz:

http://www.youtube.com/watch?v=mzD57XfjNQ4

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 06-12-2011, 08:13

Z kolei taki Vince postawi sobie parę srebrników na jednych i w sumie też się emocjonuje. Można powiedzieć, że sprowadza się do tego samego w tych dwóch przypadkach. No ale jeśli chodzi o kibicowanie "swoim" to sprawa już jest dużo bardziej złożona i muszę przyznać, że ciekawy temat Berba poruszyłeś.
No właśnie.

Powiedzmy, że kluczowym jest dla mnie miejsce rozgrywania meczu.
Gdy Real podejmuje Barcelonę i postawię na Real, "jemu" właśnie będę "kibicował". Jednak gdy w roli gospodarza wystąpi Barca moje poglądy i "sympatie" robią odwrót o 180 stopni. Plus? Minus? 2 godziny później moje "uczucia" skupić może Valencia... Tylko własnie magnesem moich emocji są środki fizyczne (pieniądze), żadna "miłość" do klubu. To jak pisał Glory obcy ludzie, a ja powiedzmy doczepiam się do ich życia widząc w tym jakieś szanse dla mnie. Namacalne.

Pisałem o tym, że się dorasta... Pisałem o marzeniach chłopca by zostać piłkarzem widząc w tym sławę, karierę. Marzenia. A teraz nie widzę wielu karier, widzę pieniądze, jak i moi dawni idole. Idole, którzy przypuszczam mieli w mnie w głębokim poważaniu. Hasło "zagrajcie dla kibiców" sprawdza się... chyba tylko w pojedynczych przypadkach. Dziękuję za taką miłość.

Padały słowa o dawaniu w mordę, wiecznej nienawiści, zabijaniu za klub... Zabić z miłości - mówiłem, że romantyczne. ;) A potem zakaz stadionowy i tak uczucia zostały odwzajemnione...

Na dłuższą metę lokowanie uczuć, czy ogólnie swojego czasu w obcym życiu jest nielogiczne. Może prędzej poszukiwanie ludzi z podobnymi zainteresowaniami, chęć przynależności, potrzeba utożsamiania się z sukcesem. No specyficzny jest człowiek w swej istocie.
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
smac
#Weteran
#Weteran
Posty: 6658
Rejestracja: 01-10-2007, 09:13

Post autor: smac » 06-12-2011, 09:13

Ciekawy temat....
Nigdy mnie nie zastanawiało dlaczego jestem piknikiem, ot taki lokalny "patriotyzm". "Moja" drużyna nigdy nie zagra w ekstraklasie.... ale na mecze zapitalam :D
Cieszę się z sukcesów Polskich sportowców.... nic z tego nie mam....faktycznie
Nie wiem jak Wy, ale ja w swoim życiu robię też inne rzeczy z których nie mam $$$....
Zapewne jestem zbyt tępy aby to zagadnienie zrozumieć :) ale zostawię to filozofom, psychologom i innym uczonym w piśmie ;)
Vince Black pisze:Sport to kupony, a sportowcy to pionki, którym zadaję jakieś tam role...
A jak kupon nie wejdzie? (no chyba , że wszystkie Ci wchodzą) to pionki zmieniają się w hetmana?
Cukierki są słodkie,ale sex nie psuje zębów

Awatar użytkownika
Berba
-#Site Admin
-#Site Admin
Posty: 5696
Rejestracja: 04-03-2005, 12:14

Post autor: Berba » 06-12-2011, 14:44

Wiecie to nie jest kwestia $, to mi sluzylo tylko jako punkt odniesienie. Problem w tym ze kibicowanie nie wiaze sie z niczym realnym. Szczegolnie gdy jest sie kibicem klubu zachodniego na ktorego mecze nie ma sie mozliwosci jezdzic.

Kibicowanie klubowi lokalnemu to temat troche inny. Tu dostajemy cos w zamian - uczestnictwo w grupie. Fajni ludzie, fajne wyjazdy, fajne przygody - jednak szalenstwo dalej to samo, bo wszystkich laczy "kibicowanie obcym ludziom". Dla mnie juz samo "kibicowanie" jest czyms ciezkim do ogarniecia, a "danie w morde za klub" to juz wogole jakis kosmos. Dalibyscie komus w morde za to ze nie podoba mu sie "M jak milosc"? A gdzie widzicie roznice miedzy tym czy podoba sie wam film czy tez gra jakies druzyny?

Kibicami danej druzyny zostalismy gdy bylismy mali/mlodzi z bardzo praktycznego powodu - wtedy czlowiek tego tak dokladnie nie analizowal jak to robi teraz. I oczywiste szalenstwo takiego stanu nie bylo tak widoczne.

A co do mnie - wszystko sie wlasnie wzielo stad gdy zaczalem sie zastanawiac jak to sie u mnie zaczelo. Pozniej w jakies sobotnie popoludnie zadalem sobie pytanie dlaczego ja wogole ten mecz ogladam? I nie potrafilem znalezc zadnego artumentu poza... przyzwyczajeniem.

Ps. Jednak nie tylko my jestesmy szaleni. Zastanowcie sie jakim obledem jest bycie fanem jakiegos wokalisty czy zespolu muzycznego. To juz wogole abstrakcja totalna!
Wszystkie nagrody forumowe lub typuj.org sa wypłacane w ciągu 31 dni! Zgłoszenia do grup wpisujemy tutaj

Awatar użytkownika
Majki
Posty: 2666
Rejestracja: 09-01-2010, 14:33

Post autor: Majki » 06-12-2011, 15:00

Jednak nie tylko my jestesmy szaleni. Zastanowcie sie jakim obledem jest bycie fanem jakiegos wokalisty czy zespolu muzycznego. To juz wogole abstrakcja totalna!
To jest dopiero dramat.

Odnośnie kibicowania to sądzę iż nie ma co porównywać ruchu kibicowskiego do zachwycenia i fanatyzmu jakimś wokalistą dlaczego? a no dlatego że kibicowanie jest powszechne na całym świecie i są tą bardzo duże grupy społeczne, które właśnie z tym się utożsamiają. Bycie fanem drużyny to niezapomniane chwile grono znajomych i fantastyczne emocje. Jeżdżenie na koncerty swojego ulubionego wokalisty jest pozbawione sensu, co chwile ta sama muzyka te same utwory. :wink: W kibicowniu jest inaczej każdy wyjazd to inne emocje na boisku i nie tylko :wink


Odniosę się jeszcze do sprawy "talerzowej" jeśli można to tak nazwać. Widać że Glory nie osiada na laurach i energy driny lecą jeden po drugim, a i na zrobienie szamy nie ma czasu popularne tosty z żółtym serem i ketchupem czas przygotowania 2minuty :lol: :D

Pozdrowienia Szefie :wink:

Awatar użytkownika
Berba
-#Site Admin
-#Site Admin
Posty: 5696
Rejestracja: 04-03-2005, 12:14

Post autor: Berba » 06-12-2011, 15:12

Majki, czy aby na pewno nie mozna tego porownywac?

- niezapomniane chwile - pewnie koncert dla fana to tez niezapomniana chwila

- grono znajomych - oni tez maja swoje grupy znajomych z ktorymi jezdza

- fantastyczne emocje - jak wyzej

Ba, kontynuujac watek "nic z tego nie mam realnego", bo sluchanie muzyki, ogladanie filmow a nawet gra w gry komputerowe daja nam wiecej "realnego zysku" niz ogladanie meczu. Bo mecz Cie nie zainspiruje, ani nie pozwoli przezyc czegos nowego.

Inne emocje na boisku. No ile tych emocji moze byc? Wygrywamy od poczatku i wygralismy, przegrywamy a jednak wygralismy, wygrywamy od poczatku i oni jednak wygrywaja etc. Lacznie jest zaledwie kilka schematow, a reszta to wariacje.

To ze cos jest "bardziej powszechne" to nie jest argument ze cos jest lepsze. No i nie wiem czy wogole to jest pawdziwe bo taki Justin Biber (tak to sie pisze?) ma pewnie wiecej fanow niz Legia Warszawa :)
Wszystkie nagrody forumowe lub typuj.org sa wypłacane w ciągu 31 dni! Zgłoszenia do grup wpisujemy tutaj

Awatar użytkownika
roso
#Weteran
#Weteran
Posty: 3932
Rejestracja: 01-11-2008, 11:03

Post autor: roso » 06-12-2011, 15:47

Dla mnie to jednak jakaś tam więź, jakaś tam bo nie bardzo potrafię określić jaka :)
Bo skąd niby moja miłość do (L) skoro od Warszawy mieszkam prawie 600km a większą część roku ponad 2000 km ? Co to wszystko daje ? Jak to się zaczyna - pojęcia nie mam bladego :)

Kiedyś się nad tym zastanawiałem i z niewiedzy wyszło mi jedno - Kibicowanie to potrzeba sukcesu, który z różnych powodów jest dla NAS naszym Własnym sukcesem czy porażką. Utożsamiamy się z kimś kto mimo, że nie wie często o Naszym istnieniu jest kawałkiem Nas.
To chyba tyle tych moich mądrości :) Nie możemy czegoś robić Sami to odnajdujemy kogoś kto robi to za Nas albo robi to lepiej - Często reakcje po porażce czy zwycięstwie drużyny porównywalne są do tego jak reagujemy na własne sukcesy i porażki - Podsumowując nasz wybór często pada na osobiste niespełnione pasje.

Amen :)
"Jedyny sposób na uniknięcie porażek to przestać grać, ale wtedy też nigdy nie odniesiesz zwycięstwa."

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 06-12-2011, 19:20

smac pisze:A jak kupon nie wejdzie? (no chyba , że wszystkie Ci wchodzą) to pionki zmieniają się w hetmana?
...to już Sławek dorabianie wąsów do filozofii.
roso pisze:Często reakcje po porażce czy zwycięstwie drużyny porównywalne są do tego jak reagujemy na własne sukcesy i porażki - Podsumowując nasz wybór często pada na osobiste niespełnione pasje.
Przypomniał mi się kawał z sali sądowej: adwokat do pozwanej mówi albo "wygraliśmy", albo "przegrała pani". I daleko nie szukając weźmy na ruszt reprezentację...
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
roso
#Weteran
#Weteran
Posty: 3932
Rejestracja: 01-11-2008, 11:03

Post autor: roso » 06-12-2011, 19:23

Vince Black pisze:Przypomniał mi się kawał z sali sądowej: adwokat do pozwanej mówi albo "wygraliśmy", albo "przegrała pani". I daleko nie szukając weźmy na ruszt reprezentację...
Dla niego to praca więc zupełnie nie widzę powiązania
"Jedyny sposób na uniknięcie porażek to przestać grać, ale wtedy też nigdy nie odniesiesz zwycięstwa."

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 06-12-2011, 19:28

roso pisze:
Vince Black pisze:Przypomniał mi się kawał z sali sądowej: adwokat do pozwanej mówi albo "wygraliśmy", albo "przegrała pani". I daleko nie szukając weźmy na ruszt reprezentację...
Dla niego to praca więc zupełnie nie widzę powiązania
A jak lubi swoją pracę, albo... kocha? Poszedł na prawo, bo ojciec skończył prawo... Ja widzę, i pokażę: człowiek chce utożsamiać się tylko z cudzym sukcesem. Po co mu porażki? Na cudzych błędach można się uczyć, ale utożsamiać sie? ;)
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
roso
#Weteran
#Weteran
Posty: 3932
Rejestracja: 01-11-2008, 11:03

Post autor: roso » 06-12-2011, 19:38

Przecież to takie proste - to tylko kawał bo
Vince Black pisze: Poszedł na prawo, bo ojciec skończył praw
gdzie pasja ?
Cieszy się tylko z sukcesów bo z porażkami sobie nie radzi, ze swoimi z resztą najczęściej też- o tym pisałem wcześniej

Ale nie o tym miało być, bo o psychologię zahaczamy, a mi się nie chce - a Ty chyba nie doczytałeś, nie o tym też rozpoczął Berba.
"Jedyny sposób na uniknięcie porażek to przestać grać, ale wtedy też nigdy nie odniesiesz zwycięstwa."

Awatar użytkownika
Szamonnn
Posty: 6169
Rejestracja: 31-05-2008, 11:15

Post autor: Szamonnn » 06-12-2011, 19:56

Dla mnie osobiście kibicowanie czy może lepiej "sympatyzowanie" z jakąs drużyną piłkarską/artystą/wokalistą to swego rodzaju odskocznia od codziennego życia, codziennej monotonni. Emocje, poddenerwowanie podczas oglądania meczu/koncertu nie mniejsze niż przed najważniejszymi momentami życia. Odskocznia od krajowej posuchy, która nie jest w stanie zaspokoić moich potrzeb. No i marzenia, rzecz podstawowa- chciałbym być na meczu ekipy oddalonej o tysiące km, zaśpiewać razem z innymi kibicami. A później wspomnienia- tego nikt nam nie odbierze ;) .

Awatar użytkownika
Majki
Posty: 2666
Rejestracja: 09-01-2010, 14:33

Post autor: Majki » 06-12-2011, 20:04

Berba pisze:To ze cos jest "bardziej powszechne" to nie jest argument ze cos jest lepsze.
To fakt, jednak podobno teraz moda na kibicowanie znacząco opadła, co wiąże się z tym, że Ci ludzie gdzieś pójść musieli. Dla mnie osobiście fanatyk to nie ktoś kto przyszedł na miesiąc i poszedł tylko ktoś kto oddaje serce klubowi. To tak jakbyś co sobotę z żoną chodził do spa, tak samo idziesz z potrzeby serca na mecz :wink: Po za tym wracając do tematu porównywania fanów muzyków (czy jak to się tam pisze) z kibicami to jasno stwierdzam, iż koncert, a mecz to dwie różne sprawy i dlatego nie należy ich zestawiać ze sobą. Na meczu masz brata który pójdzie za Tobą w ogień, a na koncercie rzeszę ludzi którzy nie mają pojęcia o zasadach, a widzą tylko swoje dobro :wink:

Awatar użytkownika
rytelson
Posty: 5254
Rejestracja: 16-01-2009, 21:26

Post autor: rytelson » 06-12-2011, 21:12

Don Camilo słusznie zauważył, że jest to temat rzeka, bo kibiców można podzielić na mnóstwo kategorii, może kogoś urażę tym co teraz napiszę, no ale trudno, takie moje zdanie. Otóż Ci co są na każdym meczu swojego klubu, czy to na swoim boisku(torze- w przypadku DC) czy to na wyjeździe, to są fanatycy, ludzie dla których to coś więcej niż tylko miłość. To utożsamianie się z klubem, to są emocje, których większość ludzi nie poczuje. Są też tacy jak ja, co idą na mecz w miarę możliwości pieniężnych oraz czasowych. Ale jak już idą to idą drzeć mordę, BO TACY JAK JA SĄ ZA KLUBEM, JEGO HISTORIĄ, A NIE ZA PIŁKARZAMI. Piłkarz zmieni klub, a ja zostanę. Oczywiście super jak piłkarz jest wychowankiem, czy w każdym wywiadzie podkreśla, że chce grac dla swojego klubu.

Kolejna grupa są ludzie pokroju Pana "smac". Idą na mecz, obejrzą, uśmiechną się jak ich drużyna wygra, i wkurwią jak przegra. Piknik, nie piknik, jak zwał tak zwał, ale tacy też są potrzebni.

Trzecia grupa, a właściwie czwarta to tacy jak Vince. Nie kibice, ludzie patrzący chłodnym okiem. Ubożsi w pasję jaką jest kibicowanie, bo przecież nie każdy musi być kibicem. Jeden może zbierać znaczki, drugi lubi łowić ryby, a trzeci lubi jak mu nogi śmierdzą.

Podsumowując, a właściwie mówiąc o sobie mogę powiedzieć tyle, że chętnie bym chodził na każdy mecz swojej drużyny, nie tylko na 10-12 na sezon, ale co poradzić. Dla mnie kibic powinien wielbić swoją drużynę na wszystkie możliwe sposoby. Ja może szczeniak jestem, ale wlepki rozlepiam po autobusach i pociągach, noszę brasoletkę Legii na codzień, rano pije z kubka z twarzą Deyny, piwo piję z kufla z Herbem. Rano się budzę widząc na ścianie plakat Legii, psu daje żarcie w misce z logo Legii, podkładkę pod myszkę też mam z logo Legii, do tego zapalniczkę, otwieracz do piwa i smycz z brelokiem. Może to chore, ale mimo, że mój staz kibicowski wynosi raptem około 45-50 meczów to Ł3 jest miejscem gdzie czuję się jak u siebie. Tyle.
Rivallo! Ty wiesz co...

Awatar użytkownika
DonnyDonowitz
-#VIP
-#VIP
Posty: 3963
Rejestracja: 07-03-2008, 19:45

Post autor: DonnyDonowitz » 06-12-2011, 22:15

rytelson pisze: Piłkarz zmieni klub, a ja zostanę.
O tym właśnie zapomniałem napisać... :mrgreen:

Jeżeli tak spojrzeć z perspektywy czasu, to przez kluby przewijają się zawodnicy w ogromnych liczbach - pojedyncze przypadki stanowią sportowcy, którzy w jakimś klubie, spędzają większość swojej kariery. Właścicielem też można dzisiaj być, jutro nie, tym bardziej osoby zarządzające, chociaż zdarza się, że i oni są emocjonalnie związani z klubem, a nie tylko czysto formalną relacją. No ale jest coś, co się nie zmienia, mianowicie kibice.

Zawodnik się wypromuje, czy też zawiedzie - znajdzie sobie potem następnego pracodawcę. Podobnie zarządzające osoby, a taki właściciel dziś się bawi w sport - jutro nie, tudzież z innym klubem. :lol:

No a kibice? Pytanie retoryczne... :mrgreen:

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 06-12-2011, 22:52

A jak lubi swoją pracę, albo... kocha? Poszedł na prawo, bo ojciec skończył prawo...
roso pisze:gdzie pasja ?
roso pisze:a Ty chyba nie doczytałeś
Miałem na myśli "miłość" przekazywaną z pokolenia na pokolenie, a wybrałeś sobie to, co Ci pasowało, moja wina - nie doprecyzowałem. ;) Jeżeli ktoś się spełnia kibicując jakiejś drużynie, niech to robi. Ja się nie spełnię, o czym pisałem. Nie ważne czy da w mordę komuś w imieniu swojego klubu, zdemoluje pobliskie bary, śmietniki, przystanki, czy z trąbką pójdzie się rozerwać...

Olimpiakos - Arsenal kibicuję, właściwie napastnikom, chcę gola. Pada bramka, żegnam - dziękuję.
Plzen - Milan oglądam, pada bramka, błyskawicznie następna - jeszcze lepiej.

Nawet nie interesuje mnie kto wygra.

Powstał lekko offtopowy ciekawy temat do dyskusji, na bukmacherskim forum... Bukmacherów nie interesują czyjeś sympatie, emocje... "Stawiaj na swoich", to ciężki grzech, jeśli nadużyć tego słowa w temacie zakładów. Mieliśmy wyjaśnić subiektywnie zjawisko, mi ciężko o obiektywizm, i nie da się bez jakiejś psychologii tego ogarnąć.

Mną kieruje zysk, inni cenią emocje. Prawie dwa lata temu byłem na meczu, ale nie z sympatii tylko z ciekawości. Może sport jest odpowiedzią na wołania ludu "chleba i igrzysk", i z założenia sport ma utrzymać osiłków nic nie dając w zamian jako wypełniacz czasu, który tak się przyjął i trwa? Nie wiem. Wiem, że jeżeli istnieje mogę próbować go wykorzystać ku swoim celom, bo ani frajdy mi nie da komuś dać w mordę, ani samemu oberwać - bo "kocham" inny klub...

Najobiektywniej: kibicowanie to irracjonalny romantyzm, gdy inni kręcą na tym lody. Im bardziej fanatyczny, tym społecznie bardziej niebezpieczny...
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
DonnyDonowitz
-#VIP
-#VIP
Posty: 3963
Rejestracja: 07-03-2008, 19:45

Post autor: DonnyDonowitz » 07-12-2011, 00:20

Z ostatnim zdaniem muszę się zgodzić... jest to nieco irracjonalne, ale wiele naszych zachowań ciężko wytłumaczyć, a nie znaczy to iż są bez sensu. No a co do kręcenia lodów - no niestety jest to największa bolączka współczesnych czasów, kasa misiu kasa. No a co do niebezpieczeństw, to każdy fanatyzm może stanowić potencjalne zagrożenie i granica jest bardzo delikatna.

Awatar użytkownika
Master
Posty: 2510
Rejestracja: 04-02-2011, 16:16

Post autor: Master » 07-12-2011, 01:08

trochę mi zajęło przeczytanie tych kilkunastu postów... Temat chyba najciekawszy tutaj. Szczerze to kibicowanie ma swoje aspekty ekonomiczne rośnie PKB za sprawą produkcji=>kupna gadżetów i innych rzeczy wiemy wszyscy, że jest ich mnóstwo. rosną dochody, podatki i tutaj teoretycznie powinno nam się żyć lepiej. Powinno, ale żaden system nie jest idealny. Jeszcze nikt takiego nie wymyślił ( o ekonomi mógłbym gadać i rozmawiać... :) ) nic nie poradzimy, ale to że społeczeństwo się bogaci za sprawą kibicowania jednak jest, ale czy to aż tak widać... Zdania są podzielone, ponieważ punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.

A teraz coś o nie otrzymywaniu profitów. Gram w futbol amerykański w drugiej lidze. Są z tego jakiekolwiek dochody ?? nic, do wszystkiego trzeba dokładać, w pierwszym sezonie poszło 500zł i to przy wypożyczeniu sprzętu ( ochraniacz na barki i kask) ale od tego momentu zaczyna się pojęcie pasji. Do każdej pasji jesteśmy w stanie dokładać, ponieważ udowodnione naukowo jest to, ze człowiek musi należeć do jakiejś społeczności. Intuicyjnie szukamy, czasem jest nam narzucane konkretne środowisko. Myślę, że zawsze kończymy naprawdę tam gdzie nasze miejsce. Nikt z nas się chyba tego nie ustrzeże. Jeśli lubimy, kochamy to co robimy to niestraszne nam są koszta. Ważne byśmy się dobrze czuli. Może trochę zbyt skupiłem się na aspektach ekonomicznych. Ale może przechodząc trochę do socjologii lubimy i chcemy czuć się dobrze, akceptowani w danym środowisku, czy utożsamiać się z czymś co jest nam bliskie.

Jeśli chodzi o kibicowanie, to kibicem nie jestem. Każdy robi to co lubi, a mnie to jakoś nie ciągnęło. u mnie w regionie nie było żadnej lepszej drużyny, a te które są mają swoich kibiców nawet w moich rówieśników znajomych i jak sobie popatrzę na ich pseudofanatyczne zachowania, to za prymitywizmem nie jestem. Teraz, gdy mieszkam w Szczecinie mam okazje podskoczyć na Pogoń. Szczerze sie wybieram. Nawet zastanawiam się nad karnetem na rundę wiosenną. Piłkę nożną lubię, ale do tej pory tylko przed telewizorem. Kiedyś "kibicowałem" hahaha. Dostałem dwa razy policyjną pałą po udach i mi się chyba odwidziało. Nie pamiętam czy to był powód. Sympatyzuję z Barceloną, ponieważ ich polityka jest chyba najbliżej memu sercu, poza nimi myślę, ze w każdej lidze bym coś znalazł. Mam taką przypadłość, że raczej 'kibicuję' słabszym zespołom, które są trochę w cieniu walki o mistrza. Kibicuje polskim sportowcom występującym na arenie międzynarodowej. Bez względu na to w co, kto i gdzie gra. Lubię gdy w razie powodzenia serce się raduje i jestem dumny z bycia Polakiem.

Podsumowując: Pasja !! To jest to co Nas napędza !!

Pozdro i zieloności !!! :)

PS. Zapomniałbym Go !! Go !! Go !! Pats !!
(New England Patriots :) )

Awatar użytkownika
ANZELMO
Posty: 5315
Rejestracja: 14-10-2009, 06:49

Post autor: ANZELMO » 07-12-2011, 01:19

Majki pisze:Podsumowując, a właściwie mówiąc o sobie mogę powiedzieć tyle, że chętnie bym chodził na każdy mecz swojej drużyny, nie tylko na 10-12 na sezon, ale co poradzić. Dla mnie kibic powinien wielbić swoją drużynę na wszystkie możliwe sposoby. Ja może szczeniak jestem, ale wlepki rozlepiam po autobusach i pociągach, noszę brasoletkę Legii na codzień, rano pije z kubka z twarzą Deyny, piwo piję z kufla z Herbem. Rano się budzę widząc na ścianie plakat Legii, psu daje żarcie w misce z logo Legii, podkładkę pod myszkę też mam z logo Legii, do tego zapalniczkę, otwieracz do piwa i smycz z brelokiem. Może to chore, ale mimo, że mój staz kibicowski wynosi raptem około 45-50 meczów to Ł3 jest miejscem gdzie czuję się jak u siebie. Tyle.
_________________
Mam nadzieje ze bez trumny wszystkie nasze gadżety :mrgreen:
ANZELMO

Awatar użytkownika
roso
#Weteran
#Weteran
Posty: 3932
Rejestracja: 01-11-2008, 11:03

Post autor: roso » 07-12-2011, 02:28

[quote="Vince Black"]Olimpiakos - Arsenal kibicuję, właściwie napastnikom, chcę gola. Pada bramka, żegnam - dziękuję. [/quotemo
Po prostu można cię kupić a ten temat nie ma nic z tym wspólnego :)
"Jedyny sposób na uniknięcie porażek to przestać grać, ale wtedy też nigdy nie odniesiesz zwycięstwa."

Awatar użytkownika
Prosiaczek
Posty: 3015
Rejestracja: 12-03-2009, 16:56

Post autor: Prosiaczek » 07-12-2011, 07:52

roso pisze:Po prostu można cię kupić a ten temat nie ma nic z tym wspólnego
A kto mnie kupił? Jak? Za ile? Mam gdzieś wynik spotkania, nie utożsamiam się z klubami. Swoimi pieniędzmi podjąłem ryzyko, które ostatecznie się opłaciło. Oni sobie żyją, ja sobie żyję. Nie wiedzą nawet o moim istnieniu, więc jak mnie kupili, chłopie...

Najpierw upominałeś mnie, że moje posty od tematu odbiegają, a tu taki popis. To może kolejny wątek, o tym że się sprzedaję, czy że się sprzedam, wkrótce.

BTW, chyba lepiej się obcym przekonaniom sprzedać, niż oddać za darmo. Wtedy już nie może być mowy o interesowności, a czystej naiwności. Najlepiej nic nie zrobić, ale o tym masz już w podpisie.

Powiesz, że doping pomaga... Nawet gdyby wybrać drogę bezinteresownej pomocy, to wolę by przełożyło się to na wsparcie dla bardziej potrzebujących niż ukochany klub, który wiążą wewnątrz kontrakty a nie moralne zasady. Sponsor im już pomaga, ale popatrz znowu pojawia się cień pieniędzy...

Im bardziej w to brnę, tym bardziej irracjonalne widzę zachowania. A dalsze domniemania odnośnie mnie sobie daruj... Nie przystoi kulturalnej osobie, zwłaszcza na offtopie.
* ten post wskazuje tylko na chwilowy brak zajęcia.

Awatar użytkownika
rytelson
Posty: 5254
Rejestracja: 16-01-2009, 21:26

Post autor: rytelson » 07-12-2011, 09:21

ANZELMO pisze: Mam nadzieje ze bez trumny wszystkie nasze gadżety :mrgreen:
Jeszcze mnie nie pogięło :D Choć miałem kiedyś szklankę z trumną, ale się zbiła :)
Rivallo! Ty wiesz co...

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości

Kopiowanie calosci lub fragmentow bez pisemnej zgody zabronione. Strona jest kierowana do uzytkownikow polskojezycznych zamieszkalych w krajach, w ktorych korzystanie z Serwisu jest zgodne z prawem. Wiadomosci prezentowane w serwisie sa dozwolone wylacznie dla osob podlegajacych jurysdykcjom prawnym, w ktorych uczestnictwo w grach hazardowych online jest legalne. Korzystajac z serwisu, uzytkownik deklaruje wobec administratora, ze uczestnictwo w grach hazardowych online jest w jego jurysdykcji dozwolona i ponosi pelna odpowiedzialnosc za prawdziwosc zlozonego przez siebie oswiadczenia.

Na terytorium polski zaklady wzajemne moga oferowac jedynie te podmioty, ktore posiadaja zezwolenie na urzadzanie zakladow wzajemnych. Zawieranie zakladow u bukmacherow, ktorzy nie posiadaja licencji Ministerstwa Finansow na zawieranie zakladow wzajemnych jest zabronione i grozi konsekwencjami prawnymi. Serwis jest przeznaczony tylko dla osob, ktore ukonczyly 18 lat. Korzystajac z serwisu, uzytkownik potwierdza, ze ma ukonczone 18 lat.Polityka prywatnosci